Deszczowce.pl wiersze poezja serwis poetycko - literacki

u t w ó r


kategoria : / /



NEVERLAND Story

a u t o r :    agnieszka_stories


w s t ę p :   

Odc. 2 Ktoś cię szukał - czas akcji: czerwiec 2000 r.
miejsce: Nowy Jork, NY; https://neverlandfiction-pl.bl ogspot.com/2018/03/odc-2-ktos- cie-szuka.html#more



u t w ó r :

Agnes wzięła dzień urlopu na żądanie. Rano czuła się tak źle, że nie mogła wstać z łóżka. Bolała ją głowa i miała spuchnięte oczy od płaczu przez całą noc. Sandy martwiła się o nią – jak zwykle w sytuacjach, kiedy jej "przybranej córce" było smutno i źle. Przyniosła jej do pokoju kawę i świeżo upieczoną szarlotkę.
— Za bardzo to wszystko przeżywasz, kochanie — powiedziała z westchnieniem Sandy, przysiadając obok Agnes. — Uważam, że postąpiłaś słusznie. Niezależnie od tego, kim on jest, niech wie, że się szanujesz.
— Ale ja go już nigdy więcej nie spotkam, Sandy... — płaczliwym tonem odpowiedziała dziewczyna. — Nigdy więcej. To była taka wielka szansa. Kiedyś o tym marzyłam. A teraz...?
— A teraz spójrz na to inaczej — poradziła przyjaciółka. — Poznałaś go, rozmawiałaś z nim. Spodobałaś mu się i był dla ciebie miły. Niech to będzie przyjemne wspomnienie. — Sandy przytuliła dziewczynę do piersi, jak troskliwa mama. Pogładziła jej włosy.
Jednak przez cały dzień Agnes nie mogła przestać myśleć o Michaelu i tej całej sytuacji. W jej głowie tłukły się jego słowa: wreszcie cię znalazłem..., wybrałem ciebie. Pomimo tego, że przy nim zachowywała pokerową twarz – to, co mówił, robiło na niej przeogromne wrażenie. Jego czarne oczy przeszywały ją na wskroś, a tembr głosu powodował przyspieszenie tętna. Pierwszy raz w życiu mówił bezpośrednio do niej. Stała przed nim. Podczas castingu dotknął kilka razy jej ramienia i dłoni. Patrzył właśnie na nią. Wybrał ją. Jednak ona musiała wybierać mądrze w swoim życiu na dłuższą perspektywę. Mimo wszystko była realistką. Wchodziła w świat prawniczy, w białej koszuli, eleganckich spodniach i szpilkach. Była najlepszą studentką na wydziale i właśnie dlatego, po półrocznych praktykach, dostała stałą pracę w renomowanej kancelarii Marks&Johnson północnej wieży World Trade Center. Miała plany i ambicje. Nie dotyczyły one jednak wyginania się w krótkiej spódniczce na planie teledysku. To były tylko takie młodzieńcze fantazje.

Wieczorem pojechała do klubu po raz ostatni. Nie zwracała uwagi na zaczepki dziewczyn i nawet nie zbliżyła się do ulubionego miejsca przy barze.
— Spóźniłaś się — zganił ją manager.

— Odchodzę — odpowiedziała, nawet nie patrząc na niego. — Przyszłam tylko zostawić ci klucze i zabrać buty.
— Te czarne szpilki? — zapytała jedna z koleżanek, Monica.
— Tak, dokładnie te. Wydałam na nie ponad 100 dolarów.
— Thea je dzisiaj założyła. — Monica wskazała w stronę loży, gdzie wspomniana koleżanka wdzięczyła się do ciemnoskórych gości. Agnes nie miała skrupułów. Uśmiechnęła się złośliwie pod nosem.
— Tak mało zarabiasz, że nie stać cię na własne buty? — zapytała głośno. Thea upuściła pustą tacę i spojrzała na Agnes z konsternacją. — Ściągaj natychmiast. Nie mam czasu.
— Odbiło ci! Jak ty się odzywasz!? — syknęła oburzona Thea. — Zaraz ci je oddam. I tak są niewygodne.
— Teraz! Od razu! — wykrzyknęła Agnes ze złością i stała, dopóki tamta nie zdjęła szpilek przy klientach. Upokorzona Thea skrzywiła twarz i uciekła z miejsca zdarzenia.
Gdy Agnes opuściła klub po raz ostatni, wyrzuciła te szpilki do najbliższego śmietnika. Nie chciała ich mieć i pamiętać, dlaczego je kupiła. Potem szła powoli tłocznymi ulicami Nowego Jorku. Rozmyślała o tym, co chce naprawdę robić w życiu i o tym, że zostało jej już tylko World Trade Center i studia prawnicze. Myślała jakie ma szczęście, że David Marks i Anthony Johnson, jedni z najlepszych prawników w Nowym Jorku, przyjęli ją pod swoje skrzydła i od nich może uczyć się w praktyce. Marzyła, że kiedyś dołączy do ich zespołu, wspólnie prowadząc i wygrywając różne spawy dla swoich klientów. Przystanęła pod oświetloną północną wieżą, która stała się jej całym światem i nadzieją na przyszłość. Spojrzała w górę. 77 to był jej szczęśliwy numer. Pomimo późnej pory weszła do budynku i wyjechała na górę do biura. Anthony siedział jeszcze nad papierami razem z klientem. Berkins. Wrobiony w oszustwo finansowe w firmie. Trudna sprawa. Omawiali szczegóły zeznań. Szef zdziwił się na jej widok.
— O tej porze? Co ty tu robisz?
— Mogę popracować kilka godzin. Już czuję się lepiej — zapewniła Agnes. — Przygotować kawę?
— Nie, dziękujemy — odparł Anthony. — Zaraz wychodzimy.
Zauważył jednak, że Agnes nie ma podobnych planów. Dziewczyna zaczęła porządkować pliki dokumentów złożone na biurku. Zlecił jej zatem kilka drobnych czynności. Wręczając segregator poprosił ją o „krótkie” streszczenie sprawy, którą zakończyli wczoraj, a która trwała od ponad dwóch i pół roku. Jeden z bardziej szanowanych klientów — lekarz, dr Henry Miller, człowiek do rany przyłóż — oskarżony przez swoją drugą żonę o molestowanie seksualne jej 13-letniej córki z pierwszego małżeństwa. Od początku było wiadomo, że chodzi o pieniądze. Zaledwie dwa tygodnie przed wpłynięciem oskarżenia, dr Miller złożył pozew o rozwód. Intercyza była podpisana, więc niepracująca wielbicielka Chanel miała zostać bez grosza przy duszy. Ten proces zniszczył doktora, pomimo tego, że wygrał i ostatecznie rozwiódł się bez orzeczenia o winie. Nie chciał już praktykować w klinice w Nowym Jorku. Poprzedniego dnia przyszedł podziękować za współpracę i oświadczyć, że wyjeżdża na roczny kontrakt do Londynu. Musiał zmienić środowisko. Zostawił dużo większe honorarium, a dla Agnes przyniósł kwiaty. Sprawozdanie trzeba było jednak oprzeć na suchych faktach, bez emocji i subiektywnych komentarzy.
Agnes siedziała w biurze do północy. Napisała sprawozdanie, uporządkowała dokumenty archiwalne i przygotowała dokumentację pod nową sprawę. Tuż przed dwunastą zadzwoniła Sandy, zaniepokojona, że tak długo nie ma jej w domu, chociaż wiedziała, że wróci późno. Porozmawiały krótko o wieczornych wydarzeniach.
— Ktoś szukał cię dzisiaj — zdradziła Sandy już na samym końcu rozmowy. — Chciał z tobą rozmawiać.
— Kto? — zapytała niespokojnie dziewczyna, bo nie wiadomo dlaczego na myśl przyszedł jej Ricardo. Ale on przecież siedział w więzieniu.
— Michael Jackson — odpowiedziała Sandy po kilku sekundach ciszy.
Agnes aż wstała z fotela i położyła dłoń na sercu. Kto taki? To niemożliwe! O co chodzi? Czego on ode mnie chce? — gwałtowne myśli zalały jej głowę.
— Sandy… — odparła za chwilę z głębokim westchnieniem i przejęciem. — Co ja mam zrobić z tą informacją? Michael Jackson... — powtórzyła z niedowierzaniem.
— Pytał mnie o twój numer telefonu. Podobno podczas tamtego castingu podałaś nieprawdziwy. Powiedział, że chciałby się jeszcze raz z tobą zobaczyć i porozmawiać. — Sandy mówiła niechętnie, ale widocznie obiecała mu, że powtórzy Agnes tę wiadomość.
— On pytał o mój numer? — dziewczyna zadrżała, kładąc dłoń na czole.
— Oczywiście nie podałam mu — odparła przyjaciółka. — Ale on podyktował mi swój. Podobno prywatny. — Przerwała na moment, aby wziąć oddech, co wcale nie zdziwiło Agnes. — Powiedział też, że wiesz, w którym hotelu się zatrzymał i możesz zapytać o niego na recepcji o każdej porze. On oczekuje, że się odezwiesz. Jeszcze przez tydzień zostaje w Nowym Jorku.

Sandy zawsze dotrzymywała słowa, nawet jeśli sytuacja nie była dla niej wygodna. W tej najwyraźniej obiecała, że przekaże wszystko Agnes. Mówiła to wszystko z osobliwym przejęciem, ale jednocześnie bez przekonania, aby Agnes spełniła życzenie Króla Popu.

Dziewczynie zakręciło się w głowie po tej rozmowie. Nie miała pojęcia co robić. Zgłosić się na recepcję w The Palace New York? Dlaczego Michaelowi tak bardzo zależy, żeby się ze nią spotkać? O co tu w ogóle chodzi?
Realizacja możliwych marzeń związanych z osobą Michaela, kończyła się wraz z podaniem mu ręki i spojrzeniem na niego na żywo twarzą w twarz. Tylko tyle. W życiu nie mogła się spodziewać, że to on będzie jej szukał z jakiegokolwiek powodu. Że będzie mu zależało na spotkaniu z nią. Poczuła się z tym nad wyraz dziwnie. Próbowała znaleźć odpowiedź na swoje pytania pod hotelem Palace. Nie weszła jednak do środka. Stała po drugiej stronie ulicy, chowając się za budką telefoniczną i wpatrywała się w jedne z drzwi wejściowych i concierges kłaniającym się gościom wchodzącym i wychodzącym. Potem poszła do stacji metra na nocny pociąg i bezpiecznie wróciła do domu.

W poniedziałek Agnes przyjechała do pracy trochę wcześniej niż zwykle. Anthony i David poranek spędzali w sądzie. Pojawili się dopiero około południa na godzinę i znowu wyszli. Nie było na ten dzień umówionych żadnych spotkań. Zabierali tylko kolejne dokumenty, które na bieżąco produkowała Agnes. Jednak około pierwszej po południu z recepcji zadzwoniła Emily i zapowiedziała gościa. Agnes nie zwróciła szczególnej uwagi na nazwisko. Pomyślała, że to pewnie któryś ze stałych klientów z zaległymi papierami. Wystarczyło tylko uzgodnić termin spotkania, spoglądając w terminarze szefów. Dziewczyna uchyliła przeszklone drzwi wejściowe do kancelarii, gdy winda zatrzymała się na piętrze. Nagle zamarła z wrażenia. Z windy wyszedł Michael w towarzystwie rosłego ochroniarza, który zatrzymał się przed wejściem.
— Dzień dobry, panno Karlik — odezwał się oficjalnie. Nie wiedziała, czy to przez przekorę, czy dlatego, że zobaczył ją w formalnej odsłonie. — To miłe widzieć cię znowu.
— Dziękuję — odparła Agnes, prawie nie zdradzając prawdziwych emocji. Tak czy inaczej, wypadało zaprosić go do środka. Wskazała na krzesło na przeciw siebie przy biurku, jednak on nie usiadł. — Co pana sprowadza, panie Jackson?
— Posłuchaj — nagle zrezygnował z formalnego tonu. — Czy twoja przyjaciółka przekazała ci wiadomość ode mnie?
— Tak, przekazała.
— Dlaczego nie zadzwoniłaś? Czekałem.
— Panie Jackson… — Agnes wzięła głęboki oddech. Zdenerwowało ją to ostatnie pytanie. Czego on od niej wymaga?
— Mam na imię Michael — przypomniał z naciskiem, zbliżając się o krok i wkraczając w jej strefę prywatną. Nie miała za bardzo gdzie uciec, bo zaraz za plecami miała ścianę.
— Panie Jackson — powtórzyła uparcie z oficjalnym wydźwiękiem. — Ja podjęłam już ostateczną decyzję. Nie mogę z panem współpracować przy tym klipie. Przykro mi.
— Och, do diabła z klipem! — odrzekł z nieostrożną irytacją, ale od razu zreflektował się i wypuścił powietrze. — Przepraszam. Nie chcę mówić o pracy. Przyszedłem… prywatnie.
Agnes przełknęła ślinę przez zaciśnięte gardło i zarumieniła się. Od razu odwróciła głowę i nerwowo przełożyła jakieś dokumenty na biurku. Potem, z mało profesjonalną nieśmiałością, znowu spojrzała na niego. I nagle nie stał przede nią żaden artysta wielkiego formatu – Król Popu, VIP. Stał Michael — tak miał na imię ten facet. Atrakcyjny, szczupły mężczyzna, niespokojnie poruszający w dłoni swoimi ciemnymi okularami. Lekko speszony, lecz wytrwały – tak jak ona.
— Ja nie rozumiem o co ci chodzi — przyznała Agnes, już nieco spokojniej. Minęła go i podeszła do okna, jakby tam miała odzyskać równowagę. Podszedł tam zaraz za nią, a wraz z nim łagodny zapach jego perfum. Podobał się jej. Michael spojrzał na panoramę części miasta i obszerną zieleń Central Parku. Promienie letniego słońca spoczęły właśnie na nim — jakby był kimś wyjątkowym. Był ubrany klasycznie: w niebieską koszulkę bardzo dobrej jakości, czarne spodnie i czarną marynarkę. Lekko pofalowane czarne włosy opadały mu na ramiona. Spojrzał na dziewczynę ujmującym, sarnim wzrokiem. Było w tej kobiecie coś, co bardzo go pociągało i przyciągało do niej. Czasami w nienachalny sposób próbował zatrzymać wzrok na jej twarzy na dłużej i doszukać się odpowiedzi co to takiego. Onieśmielała go, gdy była pewna siebie i mówiła odważnie to, co myśli. Jednocześnie powodowała w nim szalone uczucia i determinację wbrew tej nieśmiałości. W bardzo luźnych i niezobowiązujących sytuacjach z różnymi kobietami Michael potrafił flirtować i czarować, ewidentnie zaprzeczając swojej nieśmiałej naturze, o której sam mówił parę razy w wywiadach. Miał przewagę, bo nie traktował większości takich relacji poważnie. Był gwiazdą, wiedział, że jest pożądany i to dodawało mu animuszu i pazura. Jednak twarzą w twarz z kobietą, która autentycznie go zafascynowała i imponowała mu swoją dojrzałością, utrzymanie tej znajomości na odpowiednim torze było dla niego sporym wyzwaniem. Ten lekki stres cisnął go w brzuchu. Wziął głębszy oddech. Teraz albo nigdy.
— Chcę zabrać cię na lunch — powiedział całkiem poważnie.
— Dziękuję, jadłam już. — Agnes nie była mistrzynią uwodzenia.
— Więc na filiżankę kawy?
— Dlaczego właśnie mnie?
— Bo odpowiada mi twoje towarzystwo. — To było pierwsze zdanie, które przyszło mu do głowy, skoro nie chciał od razu powiedzieć: cholernie mi się podobasz, chyba się w tobie zakochuję, chodźmy na romantyczną randkę! — Polubiłem cię i...
Przerwał jakieś słowo, które miało jeszcze wypaść z jego ust. Potrząsnął lekko głową i wypuścił powietrze. I tak był z siebie wystarczająco dumny, że udało mu się zaproponować jej spotkanie. Ona popatrzyła na niego badawczo, ale zaraz odwróciła wzrok, znowu delikatnie rumieniąc się. Michael stał obok i patrzył z cierpliwym wyczekiwaniem na jej odpowiedź.
— Gdzie..? — Zamiast tego, padło pytanie.
— Najlepiej w hotelu Palace. W kawiarni. Tam jest spokojnie.
Przyszło jej do głowy jakieś niekorzystne skojarzenie. Wzdrygnęła się.
— Nie — odpowiedziała. — Tutaj, w tym budynku. Na górze jest takie miejsce, równie spokojne. Kończę pracę o piątej po południu.
W innej sytuacji nie spodobałoby się Michaelowi, że to ona dyktuje warunki, a on musi się dostosować. Zwykle było odwrotnie — to on był królem, gwiazdą i rozdawał karty. Agnes była pierwszą kobietą na świecie, poza jego matką, która tak zręcznie spowodowała odwrócenie ról. Nie czuł jednak irytacji. Był po prostu zaskoczony i oszołomiony. I tym bardziej zafascynowany tą młodą przyszłą prawniczką.

Agnes jeszcze nie wiedziała, jak bardzo Michael nie lubi tych wszystkich wind i poziomów. Rosło mu ciśnienie, ilekroć zamykały się drzwi. Wtedy przeklinał po cichu i zdumiewało go to ogromne zainteresowanie Agnes, które zmuszało go do takich poświęceń. Robił to tylko dla niej. Co innego mogłoby się dziać na wysokości stu kilkunastu pięter, żeby z własnej woli pokonywał te wszystkie poziomy i ryzykował swoje życie?



Punktualnie o siedemnastej Michael czekał w lounge przy barze w Windows On the World na ostatnim piętrze wieży. Wstał z miejsca, gdy tylko zobaczył Agnes wychodzącą z windy. Manager sali zaprowadził ich do zarezerwowanego wcześniej stolika. Starała się trzymać Michaela na dystans, mimo wszystko. Tak naprawdę przecież go wcale nie znała — jako człowieka i towarzysza spotkań po godzinach. Jednak po zaledwie piętnastu minutach rozmowy nad filiżanką cappuccino, zmęczyła się tym ciągłym uważaniem. Zdjęła swoją marynarkę i poruszając głową, odrzuciła włosy do tyłu. Michaelowi zaświeciły się oczy.
— Masz ochotę na coś mocniejszego? — zapytała nagle innym tonem niż dotychczas.
— Lampka wina? — podjął sugestię.
— Białe...
— Półwytrawne...
— Idealnie — ucieszyła się i zachichotali jednocześnie.
To było to. Agnes nie chciała myśleć, co będzie później. Cieszyła się chwilą i tą niewątpliwą nicią porozumienia między Michaelem a nią. Obserwowała jak jego mowa ciała zmienia się i łagodnieje. Patrzyli na siebie jakby się już dawno znali, tylko spotkali po kilku latach rozłąki.
— Proponuję wznieść toast — rzekł Michael, gdy kelner w profesjonalny sposób zaserwował im wino. Dziewczyna uniosła swoją lampkę. — Za to spotkanie. Tutaj, na szczycie świata oraz za to, abyśmy bezpiecznie zjechali na dół.
Ona roześmiała się cichutko, lecz z sympatycznym zrozumieniem. Jego oczy błyszczały i pieściły ją spojrzeniem. Sama nie mogła przestać na niego patrzeć. Rozmawiali. Dużo rozmawiali. O Nowym Jorku, o New Jersey, o pracy w kancelarii, o życiu i o muzyce. Miała wrażenie, że on zupełnie zapomniał kim jest, bo nie wspominał o sławie, o nagrywaniu albumu, ani o klipie. Spędzali czas jak dwoje normalnych ludzi z pasjami i radością w sercu oraz z nadziejami na normalną przyszłość. Do rzeczywistości trzeba było jednak wrócić. Zadzwonił telefon Agnes. Nic ważnego, a jednak był jak budzik, który przerywa wspaniały sen.
— Muszę już wracać — rzekła z wyczuwalnym smutkiem.
Michael westchnął.
— Zaczekaj – zatrzymał ją, gdy sięgała po marynarkę. Położył, niby niechcący, swoją dłoń na jej dłoni na stoliku. — Nie odchodź. Odwiozę cię do domu. Mój kierowca czeka na dole.
Poczuła bardzo miłe ciepło i podniecenie tym dotykiem. Na moment zawiesili na sobie spojrzenie.
— Nie trzeba — zaprzeczyła po chwili Agnes. — O każdej porze mam pociąg do New Jersey. Dziękuję ci za spotkanie. Było bardzo miło.
— Nalegam. — Nie dawał za wygraną. Teraz to ona musiała poddać się jego woli. — Mimo wszystko nie chcę, żebyś wracała sama. Odwieziemy cię do domu.


Przez kilka kolejnych dni Michael i Agnes spotykali się codziennie po godzinach jej pracy. Siadali przy stoliku na uboczu w Windows Of The World i rozmawiali. Później kierowca Michaela odwoził ją do domu. W piątek przez cały dzień Agnes i jej szefowie pracowali w sądzie. Nie było szans na spotkanie po południu. Wróciła do domu wieczorem. Zaraz po kąpieli zadzwonił jej telefon komórkowy. Michael zaprosił ją na kolację do hotelu Palace. Sandy, mimo tego, że z dystansem podchodziła do tej znajomości z Jacksonem, uważała, że Agnes powinna pojechać na tę randkę.
— Pięknie wyglądasz — zachwyciła się, gdy dziewczyna zeszła na dół w klasycznej czerwonej sukience i szpilkach. — Uważaj na siebie.
— Nie martw się o mnie — uspokoiła przyjaciółkę. — Michael jest prawdziwym dżentelmenem. Mam do niego zaufanie.

Gdy Agnes wychodziła z domu, Sandy przytuliła ją i uścisnęła jej dłoń. Przecież to była jej pierwsza poważna randka — w ogóle, a przede wszystkim po dramatycznych wydarzeniach z Ricardo dwa lata wcześniej. Przyjaciółka wierzyła, że skoro Bóg daje jej w prezencie randkę z samym Michaelem Jacksonem, to znaczy, że nic złego nie ma prawa się stać. Dawała temu wyjątkowemu artyście kredyt zaufania. Przecież obserwowała jego życie i karierę od najmłodszych lat, począwszy od Jackson 5. Agnes wsiadła do samochodu. Sandy uśmiechnęła się patrząc, jak odjeżdża na ten wieczór jak z marzenia.






o c e ń     u t w ó r

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać utwory.

s t a t y s t y k a

śr. ocen : 0.00
il. ocen : 0
il. odsłon : 105
il. komentarzy : 0
linii : 86
słów : 3414
znaków : 18880
data dodania : 2018-04-06

k o m e n t a r z e

Brak komentarzy.

d o d a j    k o m e n t a r z

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.



p o l e c a m y



o    s e r w i s i e