Deszczowce.pl wiersze poezja serwis poetycko - literacki

u t w ó r


kategoria : / /



NEVERLAND Story

a u t o r :    agnieszka_stories


w s t ę p :   

Odc. 3 Manhattan w deszczu; czas akcji: czerwiec 2000 r. miejsce akcji: New York, NY; https://neverlandfiction-pl.bl ogspot.com/2018/04/odc-3-manha ttan-w-deszczu.html



u t w ó r :

Za kierownicą znajomego już czarnego mercedesa siedział Tony — wysoki i postawny bodyguard, który najczęściej towarzyszył Michaelowi. Był drugim po Miko najbardziej zaufanym człowiekiem w ekipie. Zawsze sprawiał wrażenie bardzo poważnego człowieka, a ponadto był wysoki, więc budził respekt otoczenia. Po bliższym poznaniu jednak okazywał się pogodnym 44-latkiem z poczuciem humoru, fanem baseballu.
— Dobry wieczór, Tony. — Agnes usiadła obok niego na siedzeniu pasażera, na co uśmiechnął się sympatycznie.
— Dobry wieczór — odpowiedział, ogarniając ją wzrokiem i kiwając głową, jakby właśnie zaaprobował ten bardzo prosty, acz imponujący look dziewczyny. Odpalił silnik. — Jak minął ci dzień?
— Dziękuję. Pracowicie, ale dobrze — odrzekła Agnes. — A tobie i Michaelowi?
Zaczęli rozmawiać ze sobą. Tony pozornie mówił dużo, ale dziewczyna szybko zauważyła, że jednocześnie uważa na słowa i nie ma zamiaru zdradzić zbyt wiele. Trochę spraw, nagrywanie nowego albumu, mnóstwo formalności, których Michael nie lubi i parę spotkań z mediami — opowiadał ogólnikowo.
— No i spotkania z kobietami — humorystycznie zagaiła Agnes. — Wiem, że był ponowny casting. Wybrał kogoś?
Tony uśmiechnął się enigmatycznie.
— Taką jedną tancerkę z Broadway'u.
Zjeżdżali właśnie z Pulaski Skyway i w oddali było już widać oświetlony Manhattan.
— Pewnie też umówi się z nią na kolację, żeby porozmawiać o scenariuszu videoclipu. — Agnes aż świerzbił język, aby zapytać o randki Michaela i próbowała zrobić w to w najbardziej dyplomatyczny sposób. Tony zatrzymał się na światłach i spojrzał na dziewczynę badawczo. Od tego spojrzenia coś miało zależeć.
— Nie — odpowiedział spokojnie. Milczał przez kolejną dłuższą chwilę. Wtedy Agnes spojrzała na niego odważniej, słusznie oczekując dalszej części wypowiedzi. — Michael nie jest typem podrywacza. Nie flirtuje z przypadkowymi kobietami. Stara się tego nie robić. Traktuje wszystkie z szacunkiem i profesjonalizmem. To bardzo w nim się ceni.
— Widzę, że nie powiesz o nim złego słowa — zauważyła z uśmiechem. — Ale wydaje mi się, że on często się umawia. Taki facet…
— To znaczy jaki? — rzucił niby niedbale Tony, patrząc ciągle na drogę i włączając kierunkowskaz.
Agnes zapatrzyła się na drapacze chmur, które rosły im przed oczami w miarę jak zbliżali się do centrum. Oparła głowę na skraju zagłówka siedzenia.

— Podoba się wielu kobietom. Ma wyjątkowy urok osobisty i klasę. To widać nawet nie znając go osobiście.
Zatrzymali się na kolejnych światłach. Tony zastanowił się przez chwilę nad czymś, co miał zamiar powiedzieć.
— To prawda — potwierdził. — Niektóre kobiety błyskawicznie się zakochują. Ale to niedobrze. To Michaelowi bardzo przeszkadza — stwierdził ze skrzywioną mimiką twarzy, jakby takie okoliczności również jego dotyczyły w bezpośredni sposób. Westchnął lekko i zmieniając bieg ruszył, gdy zapaliło się zielone. — Czasami w Los Angeles pozwalamy niektórym znajomym dziewczynom wejść do samochodu. Podwozimy je nie raz do domów. Widać jak próbują go uwodzić, dotykać go, wiesz. Nigdy więcej ich nie zabieramy. On nie chce. — Popatrzył na Agnes, upewniając się, czy zrozumiała. Ona pokiwała głową. — Myślę, że ty musiałaś go czymś mocno zaintrygować. — Teraz dziewczyna miała wrażenie, że to zdanie wyrwało się Tony'emu bez kontroli. Odchrząknął.
— Dlaczego tak myślisz? Ja z nim nie flirtowałam. Nawet nie umiem tego robić. — Wyraźnie zbił ją z pantałyku. Poczuła się onieśmielona.
— Mówi o tobie. Lubi z tobą przebywać i rozmawiać.
— Co on o mnie mówi? — zapytała z ciekawością, ale właśnie zadzwonił telefon Tony’ego. Usłyszała: Yes, sir… za 15 minut będziemy na miejscu. Wszystko w porządku. Yes, sir. — Agnes odwróciła głowę i spojrzała przez okno. Uznała za faux pas dopytywanie się w ten sposób i w myślach skarciła samą siebie. Przez kolejnych parę minut jechali w milczeniu. Chmurzyło się i właśnie zaczął padać deszcz. Tony włączył wycieraczki na przedniej szybie.
— Musisz coś wiedzieć, dziewczyno — odezwał się niespodziewanie wśród lekkiego deszczowego szumu. Brzmiało to tak, jakby po pewnym przemyśleniu zdecydował się uchylić rąbka jakiejś tajemnicy. — Lubię cię — mówił dalej. — Wydajesz się mądrą i ogarniętą młodą kobietą. To taka przyjacielska podpowiedź. Michael to bardzo porządny facet. Nigdy nie rzuca słów na wiatr. Jest uczciwy i dobry. I ma szacunek do kobiet, które szanują same siebie. Pamiętaj o tym, jeśli naprawdę zależy ci na tej znajomości. Bo jeśli nie, to tylko tracisz swój czas.
Agnes nie mówiła nic więcej. Zamyśliła się tylko nad tym, co powiedział Tony i obserwowała drogę.

Podjechali pod The Palace New York i concierge otworzył drzwi samochodu. Ponieważ padał deszcz, rozłożył nad kobietą ogromny czarny parasol i wprowadził ją do środka. W lobby panował elegancki spokój, a w tle dyskretnie rozbrzmiewała muzyka klasyczna. Było pięknie. Marmury i oświetlenie robiły wrażenie. Przed ogromnymi, szerokimi schodami na górę leżał imponujący turecki dywan, a poręcze były pozłacane. Agnes nigdy wcześniej tu nie była, dlatego ten blichtr wywołał u niej podziw i onieśmielał ją. Z klientami kancelarii Marks&Johnson, owszem, spotykali się na lunchach i kolacjach biznesowych, ale w innych miejscach — nigdy w The Palace. Zanim zdążyła rozejrzeć się dokładniej, usłyszała za sobą głos.
— Miss Karlik? — zaczepił ją młody mężczyzna w hotelowym uniformie. Nie wiadomo skąd znał jej nazwisko. — Pan Jackson czeka w restauracji na górze. Proszę za mną.
Ten elegancik wskazał jej te ogromne schody. Później szli przez iście królewskie korytarze, a jej obcasy stukały na stylowej posadzce. Denerwowała się i zastanawiała, czy ona na pewno powinna się tu znaleźć. Zwyczajna dziewczyna z New Jersey w sukience za 100 dolarów, dojeżdżająca do pracy podmiejskim pociągiem NJ Transit. Poczuła ból w podbrzuszu, ale postanowiła włączyć swoją pokerową twarz, która nigdy nie zawiodła jej w kryzysowych sytuacjach. Wzięła głęboki oddech i przełknęła ślinę.
Michael czekał na nią w Madison Room – prywatnej części restauracji Gilt. Ta część przeznaczona była dla wyjątkowych gości i zamkniętych imprez. Zważywszy na to, że był czerwiec, na dodatek piątkowy wieczór – sala powinna być pełna i rezerwacje nie mogły być możliwe od dawna. Ale Madison Room był pusty. Agnes weszła tam i zauważyła Michaela przy jednym ze stolików na środku. Wstał od razu, gdy ją zobaczył. Zbliżyła się.
— Dobry wieczór, Miss Karlik — przywitał ją z delikatnym, czarującym uśmiechem i ogarnął spojrzeniem. — Cudownie wyglądasz — dodał, obejmując ją i składając pozornie spontaniczny pocałunek na jej policzku. Poczuła, że on jest zbyt blisko, jak na tę chwilę i odpowiedziawszy uśmiechem, cofnęła się o krok.
— Dziękuję, ty też wyglądasz wspaniale — odrzekła, wykazując spokój na zewnątrz, ale w środku była bardzo podekscytowana.
Michael istotnie wyglądał świetnie. Założył czerwoną, mieniącą się koszulę, jakby umówili się na ten sam kolor. Czarna marynarka obszyta z przodu haftem ze złotej nici była bardzo w jego stylu i dodawała mu blasku. W tym magicznie pięknym wnętrzu ekskluzywnej restauracji Michael jawił się niczym książę z bajki. Agnes żałowała, że nie wypiła melisy przed wyjściem z domu. Bardzo trudno było jej trzymać emocje na wodzy. Usiedli do stolika. Podano kartę win i menu.


Madison Room, Lotte New York Palace

To była randka. Tak traktowali to spotkanie. Oboje jednak starali się prowadzić rzeczową rozmowę i za bardzo nie zdradzać swoich prawdziwych odczuć. Potrafili rozmawiać na różne tematy. To było dla obojga fascynujące. On opowiedział jej o swoich dzieciach, o ostatnim pobycie w Monaco i innych podróżach po świecie. Potem on pytał ją o szczegóły życia w Nowym Jorku i pracy, którą – jak zauważył – bardzo lubiła. Czas nie istniał. Tylko te wskazówki antycznego zegara dość szybko wędrowały po cyferblacie. Raz po raz patrzyli na siebie zaczarowanym spojrzeniem. Na opowiadane anegdoty w tym samym momencie reagowali śmiechem. Uwielbiali to uczucie, kiedy zapominali o realnym świecie, o swoich dwóch różnych rzeczywistościach — szczególnie Michael. Zupełnie za sobą zostawiał postać Króla Popu, paparazzi i nieustanny błysk fleszy. Być może dlatego tak szybko polubił towarzystwo tej dziewczyny i dał jej kredyt zaufania. Ona patrzyła na niego — na człowieka, niedoskonałego mężczyznę, takiego po prostu Michaela z poczuciem humoru i tysiącem pomysłów w głowie. Patrzyła w jego oczy, nie na błyskotki. Czuł się przy niej coraz bardziej swobodnie i wygodnie. To właśnie z tego poziomu mógł zacząć starać się o nią jak normalny mężczyzna o kobietę — bez tej całej otoczki światowej gwiazdy, nawet jeśli właśnie siedzieli w restauracji w jednym z najdroższych hoteli w Ameryce.
Różnice zacierały się idealnie. W tamtym momencie wydawało się, że nic nie stoi im na przeszkodzie — ani style życia, ani status społeczny, ani duża różnica wieku. Agnes nie myślała o tym co dalej. Zakochiwała się w Michaelu coraz bardziej. W pewnej chwili podczas rozmowy dotknęli swoich dłoni. Przerywając jakieś zdanie popatrzyli na siebie całkiem poważnie, bez zaskoczenia, chociaż bardzo intensywnie. Wówczas Michael śmiało przesunął palcami aż do jej nadgarstka. Patrzył na nią, a następnie opuścił wzrok i miał zamiar wycofać dłoń. Ale wtedy ona zatrzymała jego rękę, wsuwają swoje palce pomiędzy jego. Lekko przesunięte przez ten ruch lampki wina zadźwięczały. Gdy spojrzał na nią, speszyła się i uśmiechnęła nieśmiało. Oderwała natychmiast swoją dłoń od jego.
— Przepraszam, pójdę „przypudrować nosek” — oznajmiła nagle.
Musiała ochłonąć. Najpierw w łazience była sama i oparłszy się o ścianę, westchnęła głęboko. O Boże... — wyszeptała do siebie. Ale w tym momencie kilka innych kobiet weszło do środka. Jedna z nich z anielskim uśmiechem powiedziała jej "dobry wieczór". Nie wiedzieć czemu Agnes od razu pomyślała, że ta kobieta wie z kim i gdzie ona spędza ten czas. Zupełnie, jakby na czole miała napisane: jestem na randce z Michaelem Jacksonem. Emocje ją paliły. Chciała je ugasić płucząc ręce w chłodnej wodzie i zwilżając dekolt. Jednak gdy tylko wróciła do Madison Room, ciśnienie podniosło się jej ponownie. Muzyka grała nieco głośniej i rozbrzmiewała właśnie piosenka Chrisa De Burgh "Lady in Red". Gdy podeszła do stolika, Michael — jak zwykle dżentelmen — wstał. Ale teraz nie pozwolił jej usiąść.
— Zatańczymy?

Ujął jej dłoń i zbliżył się. Nie protestowała. Nie potrafiła. Od razu ogarnęło ją nieziemsko przyjemne ciepło, gdy poczuła jego zapach bardzo blisko siebie. Wziął jej dłoń w swoją, a drugą położył na jej biodrze. Zadrżała, gdy jego oddech omiótł jej ucho. Był tak blisko, a ona przymknęła oczy i oparła swoją dłoń o jego ramię. Musiał doskonale wiedzieć jak na nią działa. Dotykał ją, miał ją w swoich ramionach — taką delikatną i milczącą dziewczynę, która chciała upajać się tym magicznym momentem i zapamiętać go na całe życie. To było dla niej zupełnie nowe uczucie. Starała się nie odwracać głowy w jego stronę i nie spojrzeć na niego. Co wtedy mogłoby się stać? Dyskretnie zagryzła wargi. Słyszała nieregularny oddech Michaela, zdradzający jego podniecenie. Toczył wtedy ze sobą zaciętą walkę o to, aby utrzymać swoje emocje w ryzach.
— Dziękuję — rzekł cicho, gdy muzyka przestała grać. Być może chciał jeszcze dodać: jesteś cudowna, wspaniale pachniesz... Ale powstrzymał się.
— To ja dziękuję — odpowiedziała Agnes, wracając do siebie. — To jest naprawdę wyjątkowy wieczór.



Gdy po zakończonej kolacji schodzili do lobby, aura nieco uległa zmianie. Zostawili ze sobą ten romantyczny, lecz onieśmielający nastrój. Michael spojrzał na Agnes z uśmiechem i eskortował ją, gdy ona z gracją starała się zejść po schodach w swoich wysokich szpilkach. Objęła go za ramię, zupełnie na luzie. Po drugiej stronie schodów przy poręczy zobaczyli Tony'ego, czekającego, aby odwieźć dziewczynę do domu. Siedział w fotelu i czytał książkę. Nie widział ich jeszcze. W Agnes obudził się mały chochlik.
— Chodź, uciekniemy mu — szepnęła Michaelowi do ucha.
Wybiegli na zewnątrz jak psotne dzieciaki — prosto w ulewny deszcz, bez parasoli. Śmiali się głośno. Agnes, wspierając się znów na ramieniu Michaela, zdjęła buty. Natychmiast podjechała żółta taksówka, a oni wsiedli do niej bez zastanowienia.
— Jesteś szalona! — stwierdził Michael, ale widać było, że świetnie się bawi.
— Dokąd państwo życzą? — zapytał kierowca, chyba jeszcze nie orientując się, że jego pasażerem jest Michael Jackson.
— Dookoła Manhattanu. — Agnes wypowiedziała pierwszą myśl, jaka wpadła jej do głowy.
To była duszna burzowa noc. Szyby zaparowały, więc co jakiś czas wycierali je rękami, aby podziwiać mimo wszystko bardzo żywotne centrum Nowego Jorku. Michael objął ją ramieniem i przysunął bardziej ku sobie. Znowu poczuła jego oddech na swojej szyi. Przez jej ciało przeszedł prąd podniecenia. Speszyło ją to i nie spojrzała w tamtej chwili na niego. Patrzyli w to samo okno samochodu i raz po raz śmiali się, gdy ich wilgotne dłonie spotykały się na szybie. Kierowca pewnie zorientował się już co to za jedni wsiedli mu do auta. Był jednak bardzo dyskretny, uśmiechał się tylko i milczał. Im było dobrze w swoich objęciach, ale było już coraz bardziej gorąco. Michael rozpiął kilka guzików swojej koszuli. Po niespełna 10 minutach jazdy zatrzymali się na światłach tuż przy wieżach World Trade Center. Dziewczyna natychmiast wyciągnęła z torebki banknot i podała kierowcy, dziękując mu za dyskrecję. Pośpiesznie otworzyła drzwi taksówki po swojej stronie.
— Chodź — rzuciła do Michaela i pociągnęła go za rękę.
Zdążyła tylko zauważyć zdumioną minę kierowcy i już byli na zewnątrz. Deszcz lał jak z cebra, a oni biegli jak wariaci przez strumienie wody na ulicy. Michael śmiał się głośno i nazywał ją wariatką — słyszała to, pomimo zgiełku ulicy, szumu deszczu i grzmotów. Wbiegli do budynku północnej wieży, w której pracowała Agnes. Wartownicy poznali ją od razu, pomimo tego, że była przemoczona, boso, z butami w rękach. Po chwili rozpoznali także Michaela.
— Cześć — odezwała się do ciemnoskórego Josha, który pierwszy zaczął się śmiać. — Mam nadzieję, że moich szefów nie ma w biurze. Potrzebujemy się wysuszyć.
— Nie dowiedzą się, jeśli nie zostawicie żadnych dowodów zbrodni — zażartował, wskazując na deszczową stróżkę cieknącą z ich ubrań. — Wspaniale cię poznać, tym bardziej w takich okolicznościach — przywitał się z Michaelem.
Josh dał Agnes klucz magnetyczny do kancelarii i łazienki. Podprowadził ich do pierwszej windy. Wsiedli. Ona nie wiedziała, o czym Michael wtedy myślał. Stali na przeciw siebie w windzie. Odgarniali swoje zmoczone włosy z twarzy. Patrzył na jej bose stopy, mokre i ubłocone po same kostki. Mokra część sukienki przylgnęła jej do ud. Gdyby winda nie zatrzymała się wtedy...

— Chcę pokazać ci coś z poziomu 77. piętra — wyjaśniła, jak tylko wysiedli z ostatniej windy. — Zawsze chciałam to zobaczyć, właśnie podczas burzy w nocy. Ale nie sama.
Brzmiała tajemniczo. Michael nic nie mówił, tylko podążał za nią. Agnes otworzyła drzwi do kancelarii i weszli do środka. Nie zapaliła światła. Podeszła od razu do okna. Rolety były zaciągnięte, więc energicznym ruchem podniosła je. Ich oczom ukazał się niesamowity widok skąpanego w światłach i deszczu dolnego Manhattanu. Nad nimi była już tylko ciemna noc. Szum deszczu na wysokości 77. piętra potęgował te wrażenia. Michael zapatrzył się na to wszystko i widać było, że faktycznie jest pod wrażeniem. Później spojrzał na nią. Oczy błyszczały mu w tym bladym świetle z dołu. Myślał sobie: co to za kobieta? Skąd ona się wzięła? Co ona z nim robi, tutaj, w burzową czerwcową noc, na 77 piętrze północnej wieży WTC... Czy to mu się śni, czy to dzieje się naprawdę? Jeszcze nigdy w życiu nie był aż tak oczarowany kobietą. Nawet, gdyby to była tylko zjawa senna, chciał ją wziąć w ramiona i nigdy nie wypuścić. Ciągle patrzył, tak bardzo intensywnie, że serce zaczęło tłuc się w jej piersi, a kolana zmiękły. Zbliżył się samowolnie. Dłonią dotknął jej twarzy. Przesunął palcami po jej policzku aż do ust. Widziała jak jego twarz zbliża się do jej. Czuła to nieziemskie przyciąganie, ale jednocześnie poczuła się z tym ciężko i niewygodnie. Pośpiesznie opuściła głowę i odwróciła się, łapiąc oddech.
— W łazience są ręczniki i suszarka — powiedziała nieco głośniej, przerywając tę sytuację. — Naprawdę musimy się wysuszyć.
Później stali tam, już wśród zapalonych świateł i znów wrócił do nich świetny humor. Wygłupiali się dmuchając na siebie powietrzem z suszarki, Michael robił miny, a ona śmiała się z tego. Ochłonęli trochę i napili się wody.

— Powinieneś zadzwonić do swoich ochroniarzy i powiedzieć, że tu jesteś. — Było już po północy, kiedy do Agnes wrócił rozsądek. — Przepraszam za ten głupi pomysł z ucieczką. To było takie spontaniczne.
— To był szalony pomysł — odparł zadowolony Michael. — Chciałbym zawsze móc tak uciekać. Chociaż przez jeden wieczór w miesiącu czuć się taki wolny, jakbym był...
— Będziemy to robić — odrzekła od razu Agnes z humorem, traktując to może jako zabawę. Michael jednak westchnął i na moment zamyślił się. Podeszła do niego. — Ja przynajmniej to mogę dla ciebie zrobić. Przecież nic więcej...
— Nawet nie wyobrażasz sobie, ile to dla mnie znaczy. — Pokręcił głową, zaprzeczając jej słowom. — Ja chcę... chcę cię znać. Rozumiesz? Chcę spotykać się z tobą i spędzać z tobą czas.
O, chciał znacznie więcej niż to. Ale znowu postanowił zatrzymać nie do końca kontrolowany wypływ słów. Ona nic nie odpowiedziała na to. Bardzo chciała mu wierzyć, ale powoli schodziła na ziemię po tym cudownym wieczorze. Przecież za chwilę oboje wrócą do swoich odrębnych rzeczywistości i kto wie, kiedy zobaczą się następnym razem – jeśli w ogóle. On za parę dni wraca do Kalifornii, do swojej posiadłości Neverland. Pracuje nad nową muzyką, ma dzieci, swój świat i wielką sławę, a ona... tylko tę kancelarię Marks&Johnson i ukochaną Sandy w niewielkim domu w New Jersey. Agnes podeszła do swojego biurka. Wzięła słuchawkę telefonu do ręki i podniosła ją w stronę Michaela. Ale okazało się, że on nie znał numeru do Tony’ego na pamięć. Nie miał też przy sobie swojego telefonu komórkowego. Zostawił go w apartamencie hotelowym, bo nawet nie zabierał go do restauracji. Wspólnie więc znaleźli numer na recepcję hotelu The Palace New York w książce telefonicznej. Zadzwonili. Michael zostawił wiadomość dla Tony'ego. W ciągu dziesięciu minut trochę zdenerwowany bodyguard podjechał na parking pod budynkiem. Jak zwykle odwiózł Agnes w towarzystwie Michaela do domu. Przy bramce przed domem Michael znów ujął dziewczynę za dłoń.
— Nigdy nie zapomnę tego wieczoru — odezwała się pierwsza.
— Nie pozwolę ci zapomnieć — odpowiedział z dużą pewnością siebie.
Zanim odwróciła się, zdążył cmoknąć ją w policzek. Jej dłoń wysunęła się z jego dłoni, ale stał w miejscu dotąd, aż zniknęła za drzwiami.
Agnes weszła do domu. Usiadła w swoim pokoju na łóżku i westchnęła bardzo głęboko. Wtedy zauważyła, że Sandy nie śpi. Czekała na nią i martwiła się.
— I jak było? Miło spędziłaś czas?
— Och, Sandy... — Agnes przytuliła się do przyjaciółki. — Właśnie wróciłam z bajki.






o c e ń     u t w ó r

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać utwory.

s t a t y s t y k a

śr. ocen : 0.00
il. ocen : 0
il. odsłon : 141
il. komentarzy : 0
linii : 76
słów : 3595
znaków : 19869
data dodania : 2018-04-06

k o m e n t a r z e

Brak komentarzy.

d o d a j    k o m e n t a r z

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.



p o l e c a m y



o    s e r w i s i e