FanFiction.pl wiersze poezja serwis poetycko - literacki

u t w ó r


kategoria : Proza / Fikcja / Humorystyczna



"Niezwykła noc"

a u t o r :    Juuusia


w s t ę p :   

Historia ta napisana jest w formie urywka z pamiętnika piętnastolatki, która zostaje przypadkowo zamknięta w nowo otwartym centrum handlowym. Dziewczyna jest typową nastolatką. W ciągu nocy zabiera ze sklepów to co jej się podoba, choć i czuje, że nie robi dobrze. Kiedy wszystko wychodzi na jaw, Dominika, bo tak nazywa się główna bohaterka i narrator w jednym, bardzo wstydzi się tego co zrobiła mimo jej mocnego charakteru. Traci dotąd tak mocne zaufanie rodziców, a jej przyjaciółka Dagmara jest pod wrażeniem i zazdrości Dominice owej nocy. Dziewczyna sama stwierdza, że to była niezwykła noc, dlatego też tak nazwałam tą opowieść :)

PS Opowiadanie to wymyśliłam dwa lata temu na wakacjach, jak nie mogłam spać przez chrapanie taty...xDD



u t w ó r :

Opowiem jak przeżyłam najbardziej niezwykłą noc w swoim życiu, bo mam teraz aż za dużo czasu do spędzenia w moim pokoju...
W ten czwartek (mamy dzisiaj poniedziałek) rodzice pojechali do ciotki Zuzy na urodziny. Ja jej naprawdę nie znoszę, dlatego nie chciałam jechać. Rodzice w końcu się zgodzili i pojechali sami z moimi młodszymi siostrami. Dali mi jeszcze 150 zł na zakupy, bo pojechali na 3 dni, a lodówka była pusta. O 10:00 siedziałam już sama w pokoju i zastanawiałam się, co robić. Zaczęłam czytać gazety, ale znudziło mnie to po 5 minutach. Ubrałam sobie bluzkę na ramiączkach, dżinsy i poszłam do Dagmary, mojej najlepszej psiapsióły. Otworzyła mi jej mama i powiedziała, że Daga jeszcze śpi! Weszłam po cichu do jej pokoju, położyłam torbę na krześle i wzięłam do ręki gęsie piórko, które akurat leżało na jej biurku.
Pogilgotałam ją lekko w uchu, ale Daga tylko zaczęła wymachiwać rękami. Otworzyła usta i zrobiła dziwną pozę, a ja nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Dagmara otworzyła szybko oczy i schowała się pod kołdrą wrzeszcząc: „ Mika ty wariatko! Nie strasz mnie!”. Ja zobaczyłam jej stopę wystającą spod kołdry i pogilgotałam ją piórkiem. Daga wyskoczyła z łóżka jak na sprężynie i walnęła mi poduszką prosto w twarz. Nie spodziewałam się tego, więc zleciałam z jej łóżka uderzając się głową o kosz, a po czasie oglądałam już jego wnętrze... Teraz Daga śmiała się do rozpuku. Zdjęłam z głowy kosz i otrzepałam się. Chciałam rzucić w Dagmarę starą chusteczką, ale się powstrzymałam, żebym mogła w ogóle z nią pogadać. Daga poszła wreszcie się myć, a ja w tym czasie grzebałam jej w szafie. Właściwie to to chyba nasz zwyczaj... Dlatego jesteśmy takimi dobrymi przyjaciółkami! Jak Daga wreszcie wróciła z łazienki okrzyczałam ją, bo nie pokazała mi nowej bluzki... Dagmara wyrwała mi ją z rąk i powiedziała: „ Dziura”. Mówiłyśmy tak, żeby skrócić słowo „zapomniałam”, lub „nie umiem sobie przypomnieć”. Daga ubrała tą bluzkę. Powiadomiłam ją, że na trzy dni rodzina pojechała do ciotki, więc mam wolną chatę. Daga mi naprawdę zazdrościła, bo jej rodzina mieszka bardzo, bardzo daleko. Zapomniałam gdzie. Dagmara zapytała mnie czy byłam już w nowym centrum handlowym „Galaktik”. Jeszcze tam nie zabłądziłam, a podobno naprawdę warto! Daga też tam nie była, ale wydała już swoje kieszonkowe i woli nie ryzykować, bo znowu coś zwinie... Jakiś czas temu ukradła bluzkę, bo rodzice nie dali jej kieszonkowego z powodu bałaganu w pokoju. Mi się to jeszcze nie zdarzyło. O kradzież mi chodzi, bo bałagan to po prostu w moim pokoju robi się sam!
Potem gadałyśmy, co ciekawego mogłoby być w tym całym centrum. Daga powiedziała, że w gazecie pisali, że jest kilka pięter, a na każdym inne rzeczy. Mówiła też, że jest to zupełnie inne niż wszystkie i ma naprawdę solidne zabezpieczenia w wejściach. Około 15:00 mama Dagi zawołała nas na obiad, a ja zorientowałam się, że siedzę u niej tak długo. Po wchłonięciu pysznego, tłustego kotleta, poszłam do domu. Strasznie się nudziłam i rozmyślałam o „Galaktik”. Nagle przypomniałam sobie o kasie, którą zostawili mi rodzice! Wystrzeliłam jak z procy do pokoju i wpakowałam pieniądze do portfela. Potem jeszcze wygrzebałam dużą torbę, przerzuciłam ją przez szyję i wyszłam z domu.
Jak doszłam na przystanek, zobaczyłam, że przed chwilą uciekł mi autobus, więc czekałam na kolejny, który jechał za 15 minut. Zdziwiłam się, bo o równej 16:15 przyjechał i było dużo miejsca. Usiadłam sobie w ostatnim siedzeniu i pojechałam rozmyślając, co mogłabym sobie kupić. Dwa przystanki dalej wsiadł mój kolega z klasy, którego wręcz nienawidzę… Powód? Od podstawówki nie daje mi spokoju! Nie dość, że jest tłusty i okropnie głupi, to zawsze ma taki idiotyczny uśmiech na twarzy. Szybko wstałam z siedzenia i wyskoczyłam tylnymi drzwiami z autobusu. Dalej szłam już na piechotę nie oglądając się na boki. Po kilku minutach doszłam do centrum „Galaktik” i stanęłam jak wryta.
Był to potężny budynek, który miał pełno pięter. Zamiast ścian były nieprzeźroczyste szkła co dawało efekt ‘pionowego nieba’ i wyglądało naprawdę ekstra! Nie mogłam się powstrzymać i uśmiechnęłam się szeroko do jakieś dziewczyny, która z lekkim wahaniem odwzajemniła go. Weszłam przez ogromne obrotowe drzwi, a obok mnie szła jakaś młoda kobieta, która wyglądała na osobę wymiotującą pieniędzmi. Kiedy drzwi odsłoniły mi parter czułam się malutka.
Na środku holu stała ogromna fontanna, w której co chwilę zmieniał się kolor wody i układ wodotrysku. Za nią były ruchome schody prowadzące na pierwsze piętro. Dookoła fontanny były same sklepy z ubraniami przeróżnych firm, od sklepu ‘Gabriella’ z ubraniami ekskluzywnymi aż po lumpeks. ”Kosmicznie…” ; - szepnęłam do siebie i poszłam w kierunku ‘Hausa’, bo na wystawie były prześwietne dżinsy. Przy okazji oglądnęłam inne ciuchy, które były tak wspaniałe, że zapominałam patrzyć na ceny. Jak doszłam do spodni i popatrzyłam na kwotę to musiałam usiąść. Kosztowały 210zł! Nie miałam tyle kasy, więc wyszłam ze sklepu i patrzyłam gdzie mogłabym jeszcze wdepnąć. Z ciekawości looknęłam na wystawę ‘Gabrielli’ gdzie na manekinie była zielona, obszarpana sukienka. Pod nią była tabliczka z ceną przecenioną z 3000zł do 2350zł. Uśmiechnęłam się lekko i poszłam dalej. Wstąpiłam do ‘MDM-u’, później ‘Reportera’ i ‘Reeboka’. W każdym były świetne ciuchy a ja upatrzyłam sobie super spódniczkę… Była w zielono-żółtą kratkę, plisowana i sięgająca do połowy ud. Kosztowała 60zł, co mnie lekko przeraziło. Obiecałam sobie, że jak nigdzie indziej nie znajdę czegoś lepszego to wracam i kupuję. Przez półtorej godziny spacerowałam od sklepu do sklepu, aż w końcu wróciłam się po spódnicę. Włożyłam ją pięknie do torby i popatrzyłam do portfela… Było tam 90zł.”Nie starczy mi już na zbyt wiele…” - westchnęłam w duchu i schowałam go do wewnętrznej kieszonki.
Wyszłam na piętro, a tam były same buty, także przeróżnych firm! Byłam zszokowana i od razu poszłam do ‘Yeti’ gdzie są najlepsze i najmodniejsze buty. Oglądałam, przymierzałam i odkładałam prawie wszystko co zobaczyłam. Moją szczególną uwagę przykuły wysokie trampki na zamek błyskawiczny z boku. Były w różowe, żółte i niebieskie plamki. Cudowne! Oczywiście przymierzyłam je i pasowały jak ulał. Niestety… Kosztowały 100zł, a ja nie miałam już tyle kasy. Z głośnym westchnieniem odłożyłam je z powrotem i wyszłam ze sklepu. Wiedziałam, że nigdzie nie znajdę takich trampek tańszych, więc wyjechałam na kolejne piętro.
Tam były różne restauracje, bary, lodziarnie i kafejki. Kiedy poczułam zapach hamburgera od razu zrobiłam się głodna. Poszłam do ‘KFC’ i zamówiłam sobie udka z kurczaka, a do tego sos musztardowo-majonezowy. Pycha! Popijałam oczywiście dużą colą. Mój wymarzony obiad, na który rodzice – lekarze – w życiu by mi nie pozwolili! Delektowałam się tą piękną chwilą. Po wspaniałym posiłku poszłam do budki z lodami ‘Zielona budka’ i kupiłam jedną sztukę z trzema gałkami. Z góry oglądałam bujne kolory fontanny liżąc powoli loda. Na tym „jedzonkowym” piętrze, łącznie wydałam 10,35zł. Stwierdziłam, że jeśli tych pięter jest naprawdę dużo, to w domu nie będę miała co jeść.
Wyjechałam na czwarte piętro, gdzie z każdego sklepu biła taka jasność, że myślałam, iż coś mi się dzieje! Popatrzyłam na witrynę najbliższego sklepu. Były na niej dwa wielkie, tekturowe szampony „Fruktis” i „Garnier”. Czyli zapowiadało się piętro kosmetyczne. „Zbankrutuję” - pomyślałam przypominając sobie o moich brakach na toaletce. Wypatrzyłam fajny i tani sklepik ‘Lukrecja’, gdzie oczywiście wstąpiłam. Był tam wielki wybór cieni do powiek, a ja, jak to ja, próbowałam prawie wszystkie. Po długim czasie wyszłam ze sklepu, a w torbie miałam trzy cienie do powiek, dwa błyszczyki, tusz do rzęs oraz podkład. W portfelu miałam już tylko 59,65zł. Na wszelki wypadek wyjechałam na kolejne piętro.
Tam było, dla kontrastu, okropnie ciemno, a dookoła migotały różnokolorowe światełka. Było to piętro z grami o czym przekonałam się słysząc jakiegoś chłopca płaczącego ojcu: „Ja chcę na symulator auta!”. Uwielbiałam te różne duże gry, ale wiedziałam też, że nie zdążę potem zwiedzić reszty centrum, więc z wielkim żalem wyjechałam jeszcze wyżej.
Tam były same salony mieszkaniowe, a na wielkiej tablicy były napisy jak „Sypialnia, łazienka, salon, kuchnia” co świadczyło o tym, że na tym piętrze można urządzić cały dom. Nie interesowało mnie to, dlatego też wyjechałam na kolejne piętro.
Podłogę pokrywała granatowa wykładzina, na której były same napisy „Kinoplex”. To było kino! Podeszłam do kas, a nad każdą był monitor z wyświetlonym najbliższym filmem w danej sali. A było ich dziesięć normalnych i trzy 3D. Popatrzyłam na zegarek… Była 20:50. „O matko…” - pomyślałam. Nie zdałam sobie sprawy jak długo już chodzę po centrum. Nie wiem dlaczego, ale jak o tym pomyślałam to zachciało mi się siku. Przypomniałam sobie, że na parterze był wielki napis WC, więc weszłam do windy i zjechałam nią aż na sam dół. Poszłam w kierunku ubikacji, ale jak tylko otworzyłam drzwi to mnie cofnęło. Kolejka była okropnie długa. Ponownie wjeżdżałam na każde piętro, ale wszędzie trzeba było czekać, a mi chciało się coraz bardziej. Na piętrze z meblami zobaczyłam drzwi „dla personelu”. „Tam musi być kibelek!” - pomyślałam rozpaczliwie i bez zastanowienia otworzyłam drzwi. Byłam w wielkiej hali, która była zupełnie inna niż reszta centrum. Ściany i podłoga były betonowe, a z sufitu zwisały same żarówki. Wszędzie stały różne, bardzo duże pudła na drewnianych paletach. Skryłam się za wysokim i długim rzędem panel. Na samym końcu zobaczyłam drzwi. Miejsca nie było dużo, ale jakoś do nich przeszłam i w duchu modliłam się, żeby to była toaleta. Pchnęłam drzwi i prawie nie krzyknęłam ze szczęścia! Pomieszczenie było bardzo niskie i wąskie, ale był tam kibelek za co z całych sił dziękowałam budowniczym centrum. „Co za ulga…” - pomyślałam otwierając drzwi. Jednak nagle zauważyłam, że „mur” z panel się skrócił, co świadczyło o tym, że pracownicy właśnie go stamtąd zabierali. „O nie…” - mruknęłam i pospiesznie zamknęłam drzwi. Było bardzo ciemno, a ja nadal słyszałam maszyny. „Jestem uwięziona w toalecie. Świetnie.” - pomyślałam i usiadłam na desce klozetowej.
Siedziałam tak po ciemku i bałam się, że ktoś mnie nakryje. Nie miałam nawet jak popatrzeć na zegarek, więc byłam kompletnie odosobniona… Nawet nic nie słyszałam, bo drzwi były bardzo grube. W końcu zaczęły mi latać „motylki” w brzuchu. To było naprawdę potworne uczucie! Po jakimś czasie przyłożyłam ucho do drzwi, ale usłyszałam niewyraźny głos mężczyzny, maszynę i szuranie czymś po ziemi. Z powrotem usiadłam na desce, kładąc głowę na kolanach. Bałam się otworzyć torbę, bo by mnie jeszcze ktoś usłyszał i miałabym przewalone… Czułam jakby minęła cała wieczność! Znowu przyłożyłam ucho do drzwi i nagle poczułam jak przeszywają mnie dreszcze. Była zupełna cisza.
Ostrożnie wychyliłam się zza drzwi i zobaczyłam jedną małą żarówkę zapaloną obok wyjścia. Nikogo w pobliżu nie było. Przeszłam w półmroku aż do drzwi wyjściowych. Nacisnęłam na klamkę i na szczęście ustąpiły. Wyszłam do holu i dreszcze przeszły mnie dwa razy mocniej niż w toalecie. Nikogo nie było, ani żywej duszy! Zbiegłam szybko po schodach, aż na parter (schody były wyłączone), żeby wyjść. Wpadłam na drzwi, ale one ani drgnęły! Uderzałam w nie z całej siły, ale nic to nie dało. Byłam totalnie zrozpaczona. „Dobrze, że rodziców nie ma w domu…” - pomyślałam i usiadłam na podłodze przy fontannie, która teraz już nie była taka ładna, jak kiedy tu przyszłam. Popatrzyłam na zegarek i znowu przeszły mnie dreszcze… Była 23:09!
Siedziałam tak z głową przy kolanach myśląc co by było gdyby ktokolwiek mnie tu zobaczył. W końcu zaczęło mi być zimno w tyłek, więc wstałam i rozejrzałam się. Zobaczyłam te super spodnie i nagle znalazłam się przy drzwiach sklepu… Nogi same mnie tam zaniosły. Bałam się, że jak dotknę drzwi to włączy się alarm. Wyciągnęłam rękę i ponownie dreszcze przeszły mi po plecach. Kiedy już trzymałam klamkę to zagryzłam wargi i pchnęłam drzwi… oOtworzyły się! Byłam zaskoczona! Stałam przed otwartym sklepem i nie wiem dlaczego, oglądnęłam się dookoła, oczywiście nikogo nie było. Niepewnie weszłam do środka i żaden alarm się nie włączył! Nagle zszedł ze mnie cały strach i swobodnie podeszłam do półki z gaciami. Znalazłam kilka świetnych par i zabrałam je do przymierzalni. Te super dżinsy, które zauważyłam na początku pasowały idealnie! Popatrzyłam na tę okropnie wysoką cenę… „Przecież nikogo tu nie ma!”- pomyślałam i włożyłam spodnie do torby, a inne elegancko dałam na swoje miejsce. Bałam się wyjść ze sklepu, bo stały tam te czujniki kradzieży! „Wszystko jest wyłączone!”- myślałam gorączkowo.- „Oprócz tych lamp.”. Szybko wyskoczyłam do holu i na szczęście słychać było tylko stuk moich butów o posadzkę. Uśmiechnęłam się szeroko i wybiegłam na piętro z obuwiem. Spakowałam do torby te wspaniałe trampki! Później nieźle zaszalałam… Wstąpiłam do sklepu ‘Gabriella’ i chciałam przymierzyć taką bardzo elegancką, zieloną suknię z manekina w środku sklepu, ale bałam się, że nie dam rady odłożyć jej tak jak, jest teraz. Dlatego przymierzyłam krótką, modną sukienkę w czerwone paski. Była świetna, ale nie zależało mi na niej aż tak bardzo! Później chodziłam od sklepu do sklepu. Wzięłam jeszcze taką super pomarańczową bluzkę i perfum… Prawdę mówiąc to chciałam mieć pełno rzeczy z tych które widziałam, ale… Miałam mało miejsca w torbie, a poza tym to czułam się bardzo nieswojo tak po prostu wychodząc ze sklepu z jakąś rzeczą. Popatrzyłam na zegarek i mnie po prostu cofnęło, bo była 4:15! „Ale mi ten czas zleciał!”- pomyślałam i poczułam ostry ból brzucha. Byłam potwornie głodna. Wyszłam na „jedzonkowe” piętro i skierowałam swe nogi do ‘Mexicano’, ale niestety… Kuchnia była zamknięta! Jeszcze bardziej zaczęłam być głodna. Pod ladą były pudełka z wafelkami, więc nie wahałam się ani chwili. Zabrałam jedno i zjadłam prawie wszystko! Resztę jakoś włożyłam do torby razem z pudełkiem. Zauważyłam jeszcze na ladzie puszkę coca-coli, więc wzięłam ją i chciałam otworzyć, ale… Wcześniej przez przypadek nią wstrząsnęłam, dlatego cała wylała mi się do torby! „Kurde…”- powiedziałam i dopiłam resztkę napoju chowając puszkę do torby.
Postanowiłam zobaczyć co jest ponad kinem, bo w końcu tam jeszcze nie doszłam. Biegłam po schodach tak długo… ale w końcu znalazłam się na kolejnym piętrze! Były tam kolorowe rzeczy, a mianowicie to najróżniejsze sklepy z akcesoriami dziecięcymi i zabawkami. Zobaczyłam super maskotkę, ale wyszłam wyżej. Na kolejnym piętrze były same ciuchy dla dzieci gdzieś około 7-10 rok życia. Dlatego poszłam jeszcze wyżej.
Tam było piętro z muzyką! Czułam się wspaniale! Wstąpiłam do jednego sklepu i wzięłam dwie płyty, jedną z rockiem, a drugą z techno. Taki mix na każdej. Wcisnęłam kompakty do torby i wyszłam jeszcze wyżej. Tu były same sklepy z książkami czyli komiksy, czasopisma itp. Wzięłam „Bravo” i „Fun-club”.
Były jeszcze jedne schody, ale pisało: „Dyrekcja”, dlatego też powoli schodziłam po schodach. Popatrzyłam na zegarek i zaczęłam się po prostu bać. Była 5:57, a o 6:00 otwierali centrum! Zamknęłam pospiesznie torbę i zbiegłam ze schodów aż na piętro „mieszkaniowe”. Wpadłam na drzwi „dla personelu”. Na szczęście jeszcze nikogo nie było. Weszłam do małego kibelka i nasłuchiwałam jakichkolwiek głosów. Równocześnie gorączkowo myślałam jak się wydostać z centrum…
Popatrzyłam na zegarek. Była 6:05! Nagle usłyszałam otwieranie drzwi hali i serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Bałam się, że ktoś może je usłyszeć! Jacyś faceci gadali ze sobą o odwołanym zamówieniu, nie skąpiąc „przerywników”. Jestem do takich słówek przyzwyczajona… No wiecie – szkoła uczy! Zastanawiałam się kiedy wyjść i zdecydowałam poczekać jakiś czas, bo przecież o takiej wczesnej porze nie ma jeszcze zbyt wielu klientów! Usiadłam sobie na toalecie… Przy okazji się załatwiłam. Myślałam co zrobić, jeśli ktokolwiek mnie tu znajdzie, ale nic nie wymyśliłam. Różne wersje przebiegały mi przez głowę. Czułam się okropnie śpiąca, ale bałam się zasnąć, no bo w końcu ktoś mógłby mnie tu osobiście obudzić! „Zamknę oczy tylko na moment…” – pomyślałam. Śniło mi się, że siedziałam na małym, drewnianym stołku, a nade mną stało mnóstwo ludzi z twarzami trupów. Koszmar jakich mało… „Zamknięcie oczu na moment” zajęło mi chyba trochę dłuższy czas, bo jak się obudziłam to słyszałam bardzo głośny gwar w holu piętra meblowego. „Ty idiotko…” – pomyślałam – „Ale też szczęściaro!”. Nie mogłam już wytrzymać w tej małej klitce i nie tylko dlatego, że miałam cały odrętwiały tyłek, ale też dlatego, że wciąż widziałam przed oczami te twarze trupów z mojego snu. Serce waliło mi tak mocno, że zaczęło boleć. Poprawiłam po omacku fryzurę i położyłam dłoń na klamce. Próbowałam się uspokoić…
Otworzyłam drzwi i jasność poraziła mnie w oczy. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, ale to wszystko było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe! „Hej młoda, co ty tu robisz?!”- krzyknął za moimi plecami jakiś robotnik. Zupełnie mnie zatkało. To było okropne zaskoczenie i musiałam wymyślić coś na poczekaniu. „Eee… noooo bo mi się zrobiło niedo-obrze… a wszystkie toalety były-y zamknięte noo... i weszłam”- wyjąkałam. „Ej, Tado! Chodź nam pomóż!” – krzyknął ktoś z głębi hali. „Dobra młoda, wypuszczę cię, ale już mi się tu więcej nie pokazuj, jasne?!” – prawie krzyknął robotnik. „J-jasne…”- mruknęłam i wybiegłam z hali. „Boże Święty… ja się chyba zachlastam!”- szepnęłam do siebie. W końcu powoli schodziłam na dół i czułam jakby każdy się na mnie gapił i szeptał za moimi plecami. Doszłam do fontanny i popatrzyłam w stronę wyjścia. Nie było żadnych alarmów antykradzieżowych! W tej chwili trochę wyluzowałam i poszłam w stronę drzwi. Kiedy już miały się otworzyć, usłyszałam potworny dźwięk. Był wysoki i czułam jakby ktoś się wkręcał w mój mózg. „Co to kurde jest?!”- krzyknęłam okropnie wściekła i odwróciłam się. Szło do mnie dwóch, napakowanych i dużych facetów. Chciałam zwiewać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa! Nagle zrobiłam się zupełnie spokojna, jakbym się obudziła z jakiegoś snu. Ochroniarze chwycili mnie pod ręce i pociągnęli do windy. Jeden z nich powiedział: „Nie chciało się poprosić rodziców o pieniążki, heee?”. „Takie coś już dawno wyszło z mody koleś!” – powiedziałam i wyrwałam się z ich rąk. – „Za to nauczyli mnie chodzić!”. „Nie pyskuj sobie młoda, jasne?!” – powiedział głośno ochroniarz. „Już się boję…”- mruknęłam cicho, ale facet tego nie usłyszał.
Wyjechaliśmy na najwyższe piętro i stanęliśmy przed drzwiami z napisem „Dyrekcja”. „Jednak jest mi dane zwiedzić ten gabinecik…” – pomyślałam i weszłam do środka, bo jeden kolo otworzył mi drzwi.
„Tak trudno zapłacić w kasie?!”- zapytał patrząc mi prosto w oczy dyrektor. Ja też na niego popatrzyłam. Był to dosyć młody koleś, ale miał rzadkie, wyblakłe włosy. Ubrany był w czarny garnitur. „Zamknęliście mnie w centrum na noc!”- odpowiedziałam. „Oczywiście… Tego jeszcze nie słyszałem. No to może opowiesz nam tą bajeczkę przy rodzicach. Nazwisko?”- powiedział ironicznym głosem dyrektor. „Rodzice wyjechali.”- powiedziałam taką samą barwą głosu jak on. „No niemożliwe… nazwisko?!”- zapytał coraz bardziej wkurzony facet. „Nie ma ich w domu!”- powtórzyłam. „Ja się nie pytam o rodziców, tylko o twoje NAZWISKO!”- prawie krzyknął. „Surówka.”- powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Zawsze mnie śmieszyło to moje dziwaczne nazwisko. „Jeśli w tej chwili mi nie powiesz, to będę musiał posłać cię do więzienia dla nieletnich, gdzie…”- zaczął, ale mu przerwałam: „No to popatrz pan na legitkę!”- wygrzebałam ją z tylnej kieszeni i rzuciłam na biurko. Byłam wkurzona tą całą sytuacją. „Dominika Surówka… no proszę…”- mruknął dyrektor. „Nie musisz mi już podawać niczego. Znam twojego tatę.”- powiedział patrząc mi prosto w twarz. „Jestem niezmiernie szczęśliwa…”- powiedziałam ironicznie.- „To może zanim przyjadą z Krakowa mogłabym sobie usiąść?”. Oczywiście nie czekałam na odpowiedź, tylko usiadłam na krześle dla klientów dyrektora. Potem koleś chwycił za telefon i wykręcił numer do taty. Jak usłyszałam: „Cześć Zbyszku, tu Robert”, to mówiąc szczerze zaczęłam się bać, ale nie dałam tego po sobie poznać. Oglądałam paznokcie. Nie będę opisywać tej rozmowy, bo to by mi zleciało długo. W każdym bądź razie kiedy odłożył słuchawkę to popatrzył na mnie i powiedział: „Już jadą.”, na co prychnęłam i wróciłam do oglądania moich dłoni.
Starzy przyjechali gdzieś za dwie godziny, a w tym czasie zdążyłam się już porządnie wynudzić. „O co chodzi Robercie?”- zapytała moja mama zdenerwowana. Wstałam ze stołka, bo mi tyłek zdrętwiał. „Może zapytaj swojej córki.”- odparł dyrektor wskazując mnie ręką. Rzuciłam mu nienawistne spojrzenie. „Dominika, coś ty znowu narobiła?!”- zapytała słabym głosem mama. „Oni mnie tu zamknęli jak byłam w kiblu!”- zaczęłam wkurzona, ale przerwał mi tata. „Wyrażaj się!”. „Pominęłaś mały fakt.”- odezwał się dyrek.- „Ta toaleta była w magazynie TYLKO dla PRACOWNIKÓW!”. „Dominika, mów prawdę!”- zażądał ode mnie surowo tata. Wiedziałam, że ten ton nie wróży nic dobrego. Opowiedziałam im wszystko… no prawie, bo co ich obchodzą moje osobiste i prywatne myśli, co nie?. „Dlaczego to zrobiłaś?”- zapytała mama cicho. „Zachciało mi się sikać, a to nie moja wina, że zrobili tu tak mało kib… łazienek!”- odpowiedziałam próbując się opanować. Potem rodzice jeszcze narzekali i takie tam. W końcu tata zwrócił się do dyrektora: „Ile za te rzeczy?”. Przeszył mnie dreszcz. „Więc tak… musisz zapłacić łączną wartość wszystkiego co sobie twoja córka przywłaszczyła, no i karę za kradzież, 500 złotych.”- powiedział dyrek przeglądając zawartość mojej torby. Zapomniałam napisać, że wcześniej ten jeden z goryli mi ją zabrał. „Widzę, że już je poznaczyłaś!”- powiedział dyrektor i wyciągnął spodnie poplamione colą. „To był przypadek!”- odpowiedziałam szczerze. „No tak… oczywiście!”- odparł z ironią facet. „A ile mam zapłacić łącznie?”- zapytał w końcu tata. „Licząc koszt rzeczy, uszkodzenie ich i kradzież… 2.500 złotych.”- powiedział, a ja myślałam, że coś mnie trafi. „Ale tej spódnicy nie ukradłam! Kupiłam ją!”- krzyknęłam, bo zobaczyłam co ma w ręce mój tata. „Tato, naprawdę!”- dodałam, bo zobaczyłam zdziwienie na jego twarzy. „Przeleję ci pieniądze na konto.”- powiedział tata pakując moje rzeczy z powrotem do torby. Jak na mnie popatrzył to stwierdziłam, że wolę zostać w tym gabinecie na zawsze.
Kiedy siedziałam już w aucie nie odważyłam się nic powiedzieć. Wyobrażałam już sobie awanturę, jaką mi zrobią rodzice. Nie wiem ile naprawdę jechaliśmy, ale poczułam jakbym z samochodu wysiadła po minucie. Weszliśmy do domu. Chciałam iść do swojego pokoju, ale tata powiedział: „Do kuchni.” I to takim głosem, że szybko zawróciłam. Usiadłam na rogówce, a rodzice naprzeciwko mnie… i zaczęło się. Tata zaczął wrzeszczeć jak jeszcze nigdy dotąd. Pierwszy raz w życiu było mi tak okropnie wstyd! Mama po chwili przyłączyła się do niego, ale wtedy zrobiło mi się jeszcze gorzej, a to dlatego, że mówiła mi o zaufaniu jakim mnie darzyli oraz, że nigdy się nie spodziewała, że mogłabym zrobić coś tak głupiego. Wtedy już seryjnie chciałam zapaść się pod ziemię i już nigdy stamtąd nie wyłazić! Cała awantura trwała chyba z godzinę… nie opisuję jej tu dokładnie, bo raczej nie będę musiała kiedykolwiek sobie tego przypominać. Wciąż mi w głowie huczą słowa rodziców! Ale i tak jestem w szoku, bo mama w końcu zarządziła, że: „Przez kolejne trzy miesiące mam siedzieć w pokoju, bez telewizji, komputera ani komórki, jeśli któryś ze starszych mnie zawoła i o coś poprosi to muszę to wykonać bez gadania i natychmiast oraz, że nie wolno mi wychodzić na podwórko, poza szkołą, do której ma mnie zawozić tata!”. Nieźle, co nie?... Aha, potem jeszcze dodała, że: „Jeśli złamiesz któryś zakaz to szlaban przedłuży się o kolejne trzy miesiące i tak dalej!”. No po prostu masakra! W każdym bądź razie kiedy w końcu pozwolili mi pójść do pokoju to zapytałam ochrypłym głosem (bo nie mówiłam nic baaardzo długo): „Mogę wziąć torbę?”. Oni się o dziwo zgodzili, więc porwałam moje nieszczęsne zakupy i pobiegłam do pokoju. Zastanawiałam się gdzie zostawili moje siostry, ale nie miałam ochoty dłużej rozmawiać z rodzicami. Z resztą… nieważne.
Torbą walnęłam przez pokój do kąta, a na uszy włożyłam słuchawki i puściłam na full muzykę z mp3. Rodzice zapomnieli, że posiadam takie coś! No i całe szczęście! W każdym bądź razie potem poszłam spać, bo byłam potwornie zmęczona.
Następnego dnia przyszła do mnie Daga witając słowami: „I jak było w centrum?”. „Nawet mi nie mów…”- westchnęłam i opowiedziałam mojej przyjaciółce wszystko z najdrobniejszymi szczegółami co zajęło mi chyba z trzy godziny. Kiedy w końcu skończyłam czując, że mam potwornie sucho w gardle, pomyślałam, że Daga będzie mi współczuć, a tu ZONG!, Daga mi zazdrościła! „Rany… ale super!”- powiedziała w końcu i zamknęła oczy.- „Całą noc w centrum… Bosko!”. Najpierw byłam na nią zła, że nie dzieli ze mną rozpaczy przed stojącymi przede mną zakazami, ale w końcu po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że to była jednak: „Niezwykła noc”.
Kiedy Daga poszła, a ja pozmywałam gary i powycierałam wszystkie podłogi, usiadłam sobie wygodnie na łóżku, chwyciłam za mój ulubiony, zielony długopis z kućką na czubku i zaczęłam pisać do tego oto pamiętnika co przydarzyło mi się ostatnio…






o c e ń     u t w ó r

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać utwory.

s t a t y s t y k a

śr. ocen : 0.00
il. ocen : 0
il. odsłon : 2753
il. komentarzy : 0
linii : 29
słów : 5190
znaków : 27225
data dodania : 2008-01-09

k o m e n t a r z e

Brak komentarzy.

d o d a j    k o m e n t a r z

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.



p o l e c a m y

o    s e r w i s i e