Deszczowce.pl wiersze poezja serwis poetycko - literacki

u t w ó r


kategoria : Proza / Fikcja / Fantastyka



Soreaux sommeil

a u t o r :    diering


w s t ę p :   

Hotel
Pierwsze 3 rozdziały



u t w ó r :


Rozdział pierwszy


Ta opowieść zaczyna się we współczesnej Francji. W marcu, w tym kraju pojawia się słoneczna i pachnąca wiosna. Zakwitają kolorowe kwiaty ,a z zimowego snu budzą się leśne zwierzęta i wszędzie słychać radosną melodię graną przez barwne ptaki.
O tej porze mieszkańcy Paryża co chwila spotykają na ulicach zwiedzających turystów zachwyconych urokami i atrakcjami francuskiej stolicy.
Gdy zbliża się wieczór i robi się ciemno, turyści szukają pensjonatów i hoteli żeby odpocząć po dniu pełnym wrażeń.
Pewna grupa podróżników, wraz z dziećmi postanowiła przenocować w hotelu o nazwie „Saroureux sommeil” mieszczącym się przy ulicy Ginoux w dzielnicy Grennelie niedaleko rzeki Sekwany i wieży Eiffla- największej atrakcji Paryża
Z zewnątrz hotel wyglądał pięknie. Był bardzo duży, miał ciemno zielony kolor. Na ścianie widocznej od strony ulicy było mnóstwo okien odbijających ciepłe promienie słońca.
Do wejścia prowadził szeroki, wyłożony fioletowo-żółtymi kaflami korytarz, oświetlony naściennymi lampami w kształcie pochodni.
Podróżnicy przeszli przez dosyć słabo oświetlony korytarz i stanęli przed drzwiami. Jedna z kobiet chwyciła za klamkę, nadusiła ją i popchnęła szklane drzwi ,które chwilę potem uderzyły o ścianę zrzucając z niej obrazek wielkości znaczka pocztowego. Wnętrze wyglądało normalnie. Ściany były obklejone szaro-złotą tapetą, na podłodze leżały brązowe, puszyste wykładziny. Po prawej stronie od wejścia znajdowała się wypełniona po brzegi papierami i wszelkiego rodzaju teczkami, zza których wyszła rudowłosa, wysoka, ubrana w elegancki, fioletowy uniform recepcjonistka mówiąc:

-Witamy ! Witamy! Zapraszamy do środka-zaprosiła chwytając podróżniczkę za rękę- zaraz znajdziemy dla państwa jakieś wolne lokum. Co ma być ? Apartament ? Ile ? Dwa ? Trzy ?

-Chodzi nam raczej mniejszego-odezwał się około dwunastoletni chłopiec- na przykład dwa pokoje trzyosobowe. Nie jesteśmy wszyscy rodziną.

-Ach ! Tak oczywiście ! Dwa trójosobowe pokoje na siódmym piętrze są jeszcze wolne. Numery 217 oraz 219. Śniadanie jest jutro rano o godzinie ósmej. Restauracja znajduje się obok recepcji.

-A gdzie są schody albo winda ? –zapytał chłopiec

-Za tą kotarą po lewej. O tu… – wskazała błyszczącym od pierścionków palcem-Ktoś z obsługi zaraz przyniesie czyste ręczniki i coś do jedzenia, picia. Dobranoc !!!- krzyknęła odchodząc.

Nowi goście hotelu znaleźli swoje utęsknione pokoje z łóżkami. Kilkanaście minut później wszyscy leżeli zatopieni w miękkiej, delikatnej pościeli. Płynąc przez morze kolorowych snów.








Rozdział drugi



Następnego dnia, o świcie recepcjonistka zapukała do drzwi pokoju numer 218. Po chwili ukazała się w nich czternastoletnia wysoka, jasno włosa dziewczynka z dużymi, ciemnobrązowymi oczami. Miała na imię Monique. Była ubrana w biało-różową piżamę, w zielone kropki przypominające owady. Recepcjonistka spojrzała na nią i powiedziała:

-A ty jeszcze nie ubrana ? Szybko kochanie ! Pośpiesz się ! Naprzeciwko twojego pokoju wprowadzili się nowi goście. Wśród nich są twoi rówieśnicy, zajmij się nimi- poprosiła- pokoje 217 i 219. Do zobaczenia później.

-Ale ciociu !-zawołała.

-Tak ?

-Co ja mam właściwie zrobić ?

-Nie wiem… oprowadź ich po Paryżu opowiedz coś. Postaraj się z nimi zaprzyjaźnić.

-No dobrze… Pa- powiedziała znikając w głębi swojego pokoju.


Monique szybko złożyła wytarte, ciemnobrązowe dżinsy i żółtą bluzkę bez rękawów. Gotowa otworzyła drzwi. Ukazał się przed nią trochę niższy od niej chłopak. Miał ciemne włosy, niebieskie oczy. Ubrany był w czarną, sztruksową kamizelkę i spodnie koloru kawy z mlekiem. Wtedy z radością odezwała się Monique:

- Cześć to ty jesteś ten nowy. No… ten ,który wczoraj z rodzicami przyleciał do Paryża ? Jestem Monique mój dziadek jest właścicielem hotelu-powiedziała.

-Tak to ja. Nazywam się John Cortez ,może moje imię wygląda na angielskie ,ale przylecieliśmy z Hiszpanii- odpowiedział John ściskając rękę dziewczyny – to co może mnie oprowadzisz po hotelu ?

-Bardzo chętnie ! Tylko uprzedzam… Zajmie nam to trochę czasu – oznajmiła ruszając w kierunku wyłożonych szerokim, wzorzystym dywanem mocnych schodów- z zewnątrz wygląda naprawdę „wielki” ,ale to nie wszystko. Ciągnie się jeszcze głęboko, głęboko w dół.

-Możemy poczekać jeszcze chwilę ? –zapytał John.

-Na co ?

-Na moją kuzynkę. Scarlet.

-Oczywiście ! –odpowiedziała.
Właśnie wtedy z drzwi ,na których widniał ułożony ze złotych cyfr numer 219 wyłoniła się wysoka kruczowłosa dziewczyna z pojemną torbą zawieszoną na prawym ramieniu. Była ubrana w czarne spodnie oraz bluzę z dużym kapturem takiego samego koloru. Gdy tylko zobaczyła swojego kuzyna i poznaną przez niego nową koleżankę od razu do nich podeszła. Przywitali się i po masywnych stopniach zeszli na dół do recepcji. Kiedy byli już blisko wejścia odezwała się Scarlet:

-W sumie mogliśmy najpierw pójść na górę trzeba będzie wrócić. Bolą mnie nogi.

-Nie marudź –powiedział szturchając ją w plecy – zostaniemy tu jeszcze długo. Nie słyszałaś co się dzieje na lotnisku ?!

-Nie. A co się stało ?

-Nie wiadomo ,dlaczego żaden z samolotów nie działa. Coś im się popsuło, a może ktoś to zrobił specjalnie. Na terminalu jest teraz kupa turystów. Nie warto tam jechać.-oznajmił cichym głosem- mówili w telewizji - dodał.

-No dobrze to gdzie chcielibyście pójść na samym początku.

-Hmmmm…. A gdzie możemy pójść ?

-Myślę ,że mogę was zabrać praktycznie wszędzie od piętra minus trzy po piętro plus trzydzieści. To co wybieracie.

-Mogę najpierw ja ? –zapytał John.

Gdy Monique przytaknęła John mocno się zastanowił i po krótkiej chwili powiedział zdecydowanym głosem:

-Piętro minusss… dwa !



( - 3 ) ↓


Monique odeszła kilka kroków od recepcji i chwyciła okryty brązowym, haftowanym obrusem, masywny stół, na którym stał barwny, ceramiczny wazon wypełniony różowymi i żółtymi, pachnącymi goździkami. Następnie odezwała się do Johna i Scarlet:

-Możecie mi pomóc ?- zapytała.


Zgodzili się. Złapali za rzeźbione nogi i zaczęli pchać. Gdy mebel znalazł się przy ladzie recepcji. Monique zaczęła zwijać dywan. Gdy oderwali go od podłogi zobaczyli ,że jej mniejsza część otoczona jest okręgiem narysowanym jakimś czerwonym mazakiem. Na środku tego elementu było widać niewielkie zagłębienie ,które okazało się mocną metalową klamką.

-Jest tu też normalne, oficjalne wejście ,ale ja wole wchodzić od piwnicy tędy. Jest tak… Magicznie , bardziej tajemniczo…To co wchodzimy ,ale lepiej się ubierzmy – zapytała podnosząc kawałek podłogi Monique.
Kiedy go podniosła zobaczyli niewielki kwadratowy otwór. Było w nim ciemno i zimno. Na początku było czuć zapach stęchlizny ,który potem stał się piękną kwiatowa wonią.

-Tu jest drabina –dodała – Może wy zejdziecie pierwsi ? Ja muszę zamknąć klapę.

John i Scarlet szybko wśliznęli się do dziury i zaczęli schodzić do z pozoru mrocznej piwnicy. Chwilę później Monique tak samo zniknęła w otchłani hotelowych podziemi.



Na dole było ciemno. Pachniało stęchlizną. Scarlet zapaliła światło ,które ukazało enigmatyczne wnętrze pomieszczenia. Było tam pełno starych foteli, stołów, obrazów, szaf, regałów, wazonów, koszy, lamp, krzeseł i…luster.

- To jest piętro minus jeden w naszych podziemnych zakamarkach-oznajmiła Monique- pięter z wyrazem minus jest u nas trzy. Tak mówi babcia, chociaż ja w to nie wierzę. Sądzę ,że jest tu coś jeszcze niż tylko te trzy pietra –powiedziała akcentując cyfrę- Chodźmy dalej-dodała przeciskając się przez stertę ponakładanych na sobie krzeseł obitych aksamitną, czerwoną tkaniną. Scarlet i John ruszyli za nią.
Gdy minęli już krzesła i dotarli do schodów uświadomili sobie ,że światło wydobywające się z lampy tam nie dochodzi. Wtedy John podniósł leżącą na ziemi pochodnię i zapalił ją wyciągniętą z kieszeni przezroczystą, błękitną zapalniczką. Jarząca się blaskiem gorącego płomienia pochodnia rozjaśniła dość szeroki, prowadzący do schodów korytarz. Zatrzymali się tuż przy pierwszym stopniu. Scarlet spojrzała na jasną, ścianę po prawej stronie i zobaczyła napis „Bibliothēque” ;. To na pewno biblioteka-pomyśleli. I mieli rację. Zeszli z ostatniego stopnia drewnianych schodów. Minęli dwa posągi-żurawie, kontuar z figurkami różnych, historycznych ,a może nawet mitologicznych postaci. Wszystko miało bardzo realistyczne kolory.
Zbliżali się do mocnych, połyskujących lakierem, dębowych, rzeźbionych drzwi. Wszystko było w najlepszym porządku do momentu ,w którym postanowili przejść przez znalezione przejście.
-Wchodzimy-powiedzieli chórkiem, lecz coś ich zatrzymało.

-Eee…Monique- zająknął się John spoglądając na drzwi.

-Co się stało ?-zapytała grzebiąca w jakiejś szafie koleżanka- Czy coś jest nie tak ?!

-Te drzwi….-odpowiedział

-No co z nimi.

-No ,bo one nie mają klamki.

-Co ?! Sss.- krzyknęła, uderzając głową w metalowy wieszak i upadając na ziemię.

Podniosła się z paneli i zbliżyła do Scarlet.

-Nie rozumiem. Wczoraj ją miały. Co się z nią stało ?- powiedziała Monique. Klęknęła na panelach ,którymi wyłożone było podłoże i zaczęła szukać klamki- a dziurka od klucza jest-dodała z uśmiechem-może ja też wcięło?

-Nie, jej również nie ma-oznajmiła Scarlet spoglądając na miejsce ,w którym powinna ona być.

-Znalazłam!- krzyknęła Monique- Z nimi jest coś nie tak. Klamka jest przy samej podłodze-powiedziała przekręcając złotą klamkę w kształcie słońca. Popchnęli drzwi ,na których pojawił się napis.


M R O K






Rozdział trzeci

Drzwi się otworzyły. Za nimi było ciemno i cicho jak w całej przestronnej, wielkiej piwnicy ,która ziała grozą. Słyszeli tylko swoje własne głosy oraz pięknie ozdabiające egipskie ciemności, ciche pomrukiwanie jakiegoś zwierzęcia.
Przekroczyli szeroki próg. Był on takiej samej grubości jak drzwi. Zgasła pochodnia. Zapadła cisza. Milczenie.
Nagle było słychać jak ktoś się o cos potyka. Nie wiadomo skąd wydobywający się wiatr delikatnie owiał ich przerażone twarze. Wtedy zapaliły się mosiężne, stare zawieszone pod sosnowym sufitem żyrandole.






o c e ń     u t w ó r

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać utwory.

s t a t y s t y k a

śr. ocen : 3.50
il. ocen : 2
il. odsłon : 2670
il. komentarzy : 2
linii : 149
słów : 1945
znaków : 10646
data dodania : 2008-06-29

k o m e n t a r z e

    a u t o r : Ancillea
    d a t a : 2011-04-08

No jakby to powiedzieć...


Przykro mi, ale jedna nie cała strona Word'a na jeden rozdział to troszkę mało. Opisy krótkie, akcja za szybka, a bohaterowie... Pff... Nie wiadomo skąd się wzięli, kim są, co właściwe tam robią. Mam wrażenie, że mało czytasz. Zaufaj mi, poczytaj więcej, a zrozumiesz o co mi chodzi ;) Jeśli jednak mylę się w kwestii ilości książek z którymi się zapoznałeś, to po prostu nie umiesz jeszcze pisać i zostaje ci próbować i brać sobie do serca uwagi innych... I stałe poprawianie tekstu ;) Uwierz mi, najlepiej jest coś napisać, przeczytać, uzupełnić, jeszcze raz przeczytać, uzupełnić i tak w kółko aż będziesz na 100% pewien, ze tekst ma jakąś wartość :)) Pozdrawiaaaammmmm

    a u t o r : diering
    d a t a : 2008-06-29

Autor


miało być coś fajnego w następnym rozdziale będzie wiadomo czy będzie to książka fantasy czy przygodowa

strona 1 z 1
strona : 1  

d o d a j    k o m e n t a r z

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.



p o l e c a m y



o    s e r w i s i e