FanFiction.pl wiersze poezja serwis poetycko - literacki

u t w ó r


kategoria : Fanfiction / Filmy / Wywiad z wampirem



Immortal memories of a Vampire

a u t o r :    myszunia100


w s t ę p :   

Hmm... Co by tu napisać, żeby ktoś to przeczytał? ;P
W dużym skrócie: odkąd moja najlepsza koleżanka (pozdrawiam Mańka :*) niemalże zmusiła mnie do obejrzenia "Wywiadu z Wampirem", zakochałam się w tym filmie niemożebnie. A moją najulubieńsża postacią stał się Daniel. Może to dlatego, że od dawien dawna (właściwie od "Imienia Róży") ubóstwiałam Christiana Slater'a... Nie wiem.
W każdym razie oto fanfic, który pisałam z przerwami w ciągu dobrych dwóch lat, jeśli nie dłużej.
Głównymi bohaterami są Daniel (suprise! :D) i ehm... ja
A więc (moja pani od polskiego by mnie udusiła za to "a więc" :D)... miłego czytania.
Jakiekolwiek błędy gramtayczne, interpunkcyjne i ortograficzne proszę ignorować... :P
ENJOY!



u t w ó r :

2013, Grudzień
Wszedł do pokoju, gdzie na łóżku, wśród porozrzucanej pościeli leżała młoda dziewczyna; jej rude włosy częściowo zakrywały gołe, lewe ramię, na którym wciąż widać było ślady krwi. Chociaż przykrył nieruchome ciało swoją marynarką, zauważył, że na bladej skórze pojawiła się gęsia skórka, a właścicielka rudych włosów trzęsie się z zimna.
Powoli podszedł ku otwartemu oknu i wyjrzawszy przez nie na zaśnieżoną ulicę, westchnął, po czym zamknął okno, starając się nie obudzić swojej towarzyszki. Przez moment zachwycał się pięknem deszczu spadających gwiazd, który przecinał nocne niebo, ale po chwili wrócił do obserwowania dziewczyny. Patrzył jak jej pierś unosi się w rytm spokojnego oddechu, a zaróżowione usta rozchylają się, ukazując równe, białe zęby. Ile to już razy marzył o tym by w jej olśniewającym uśmiechu ujrzeć długie kły, by móc ucałować dłonie o przejrzystych, szklanych paznokciach, by widzieć jak jej oczy błyszczą zielonym blaskiem na widok zdobyczy...
Były to jednak płonne nadzieje. Wiedział, że nigdy jej nie skrzywdzi, a to, co chciał jej uczynić było wiecznym, nie kończącym się cierpieniem. Teraz już wiedział, co myślał Louis, patrząc na biedną Klaudię, co czuł Marius przemieniając Pandorę, jakie rozterki targały Maharet, gdy musiała ratować ranną Jesse od śmierci. Życie wampira to ciągłe i nieustanne dokonywanie wyborów, które nieuchronnie prowadzą do czyjejś śmierci-myślał Daniel, obserwując burzę rudych loków.
Ruszył w kierunku drzwi do sąsiedniego pomieszczenia, gdy nagle zmienił zamiar i podszedł do śpiącej dziewczyny, po czym złożył na jej ustach zimny pocałunek. Po cichu liczył na to, iż dziewczyna się obudzi, lecz ona mruknęła tylko coś przez sen i przewróciła się na drugi bok, odsłaniając przy tym nagie plecy. Daniel poprawił okrycie, chroniące rudowłosą przed zimnem i ruszył do kuchni z zamiarem przygotowania posiłku dla swojej towarzyszki. Wyjął z lodówki ser, szynkę masło i pieczywo tostowe, złożył to wszystko razem i włożył do tostera. Nastawił wodę na herbatę i znów oddał się rozmyślaniom, zerkając, co jakiś czas na skwierczącą "maszynkę" by nie przypalić kolacji-nie swojej oczywiście...
Wspominał Nocną Wyspę, gdzie spędzał wszystkie chwile na długich rozmowach do świtu z Armandem- swoim mistrzem i kochankiem. Przypomniał sobie także słynny wywiad z Louisem De Ponte du Lac, który zapoczątkował jego fascynację "dziećmi nocy", jak to sam określał. Przez oczyma stanęła mu twarz płaczącego wampira, który opowiadał o swoim życiu -zarówno ludzkim jak i nieśmiertelnym- oraz o swej miłości do Klaudii-złotowłosej, niewinnej i zabójczej kobietki, za której śmierć się obwiniał. Wiedział, że Louis- mimo wszystkich ostatnich "rewelacji" związanych z Merrick i jej czarami- nadal żywił jakieś uczucia do Klaudii... Tak jak Daniel do Armanda, choć kiedyś myślał, że go na zawsze znienawidzi... Ale o tym później. Wsłuchiwał się w powolne, znajome bicie serca, które dochodziło go od strony sypialni i zastanawiał się, jaki prezent sprawić Anne- tak się nazywała dziewczyna-na ich siódmą rocznicę. Do tej pory zazwyczaj zabierał ją w jakiś egzotyczny zakątek, ale do tego czasu wszystkie możliwe ciekawe miejsca zostały wyczerpane. Myślał, co mogłoby sprawić jej największą frajdę... Nie usłyszał, gdy weszła do kuchni i zarzuciła mu ramiona na szyję.
Zareagował jak zwykle za szybko i zbyt gwałtownie-przestraszył ją, gdy w oka mgnieniu znalazł się za jej plecami, wykręcając obie ręce. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę ze swego błędu i natychmiast puścił dziewczynę. Ona-wiedząc, że nie zrobił tego specjalnie-usiadła na zwolnionym przez Daniela krześle, podciągnęła kolana pod brodę i mimo całej wyrozumiałości, jaką go darzyła, spojrzała na niego z wyrzutem.
-Mieszkamy razem od prawie siedmiu lat... Mógłbyś się wreszcie przyzwyczaić do tego, że nie mam zamiaru cię zakołkować!- powiedziała, rozmasowując sobie bolące nadgarstki i zerkając z zainteresowaniem na parujący kubek herbaty, który Daniel przed nią postawił.
-Kruszynko, nie gniewaj się-próbował ją udobruchać.-Przecież wiesz, że nigdy nie będę bezpieczny, jeśli nie będę brał pod ewentualność, że każdy, kto się do mnie zbliży, chce mnie zabić. Nawet ty...
-Doprawdy? Nawet po tym, co ci wczoraj zrobiłam?- zapytała, mrużąc oczy i wodząc palcami po prawym ramieniu, gdzie wciąż miała krwawiące lekko rany. Wróciło do niej mgliste wspomnienie zeszłej nocy...
Daniel podszedł do blatu i szybkim ruchem wyjął spieczone kanapki z tostera. Czuł, że Anne wpatruje się uporczywie w jego plecy i myśli nad prezentem rocznicowym dla niego. Przestał czytać w jej myślach-nie chciał sobie psuć „niespodziewajki”.
Postawił kanapki na stole, po czym usiadł naprzeciwko dziewczyny. Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, zaczął się jej przyglądać, tak jakby miał już nigdy jej nie zobaczyć. Chciał zapamiętać każdy, najmniejszy nawet szczegół: sposób, w jaki rude włosy spływają na ramiona okryte za dużą koszulą w kratę, kąt, pod jakim opiera obdrapane, acz zgrabne nogi o kant stołu, wygląd jej warg, gdy delikatnym chuchaniem próbuje ostudzić gorącą herbatę. Każdy z tych elementów układał się w logiczną i wyraźną całość- w obraz, który nieodmiennie kojarzył się Danielowi z bezpieczeństwem i poczuciem ciepła; z rzeczami, których tak mało zaznał w poprzednim życiu... Otrząsnął się dopiero, gdy usłyszał tuż koło ucha znajomy głos.
-Babciu, a czemu masz takie wielkie oczy?- zapytała Anne, mierząc go badawczym spojrzeniem, jednocześnie mrugając porozumiewawczo.
-Mam takie wielkie oczy, aby Ci się lepiej przyjrzeć, kochanie- odparł, uśmiechając się do niej serdecznie.
Podczas gdy Anne zajadała stygnące już tosty i zerkała na leżącą na stole gazetę, on przymknął oczy i próbował sobie przypomnieć, jak dwa lata temu świętowali swoją rocznicę... Jak to ona go wtedy nazywała...?

Dwa lata wcześniej... Grudzień 2011
-Cześć Paszczaku!- wrzasnęła Anne, zatrzaskując za sobą frontowe drzwi i wieszając kurtkę na wieszaku. Rzuciła torbę na stolik, o mało, co nie trafiając swojej rudej kotki Achaji, po czym ścigana wściekłym prychaniem wbiegła do łazienki. Właśnie zrzucała z siebie beżowy sweterek, gdy w uchylonych drzwiach ujrzała czyjś cień.
-Czy mam się odwrócić?- zapytał ją miękki, aksamitny głos, w którym pobrzmiewała lekka ironia.
-A patrz sobie, patrz! I tak z tego nie skorzystasz...- odparła przekornie Anne i specjalnie obróciła się przodem do mężczyzny, który teraz stał już na progu łazienki.
-Doprawdy?- znów dobiegł ją ten głos, a po chwili poczuła jak po jej odsłoniętej szyi błądzą lodowato zimne usta.
-Daniel... Nie dzisiaj! Moja koleżanka- wiesz, Karola- zaczyna coś podejrzewać...-
-I co z tego?- wymruczał jej we włosy.
-No właściwie to nic, ale wątpię żeby przyjęła do wiadomości, że ten ślad, który masz zamiar mi zostawić to „wyjątkowo duża” malinka...- odparła Anne, poczym klnąc i śmiejąc się jednocześnie wypchnęła za drzwi tego- jakże mile widzianego- intruza.
Położyła ręcznik na kaloryferze, bo w zimie lubiła po wzięciu prysznica otulić się w coś ciepłego, po czym pstryknęła guzik od odtwarzacza i od razu z głośników poleciała jej ulubiona składanka. Śpiewając po cichu w rytm muzyki, odkręciła ciepłą wodę i już po chwili po całym domu rozszedł się zapach cynamonowo-waniliowego mydła, którego Anne używała w nieprzyzwoitych ilościach. Jak zwykle po jej „ prysznicowych przygodach” na podłodze łazienki zrobił się drugi Wielki Potop, ale Anne wiedziała, że i tak- jak tylko otworzy drzwi- zaraz wpadnie tu Achaja i wytrze swoim futerkiem caluteńką zachlapaną podłogę...
-Ja to mam fajnie...- myślała- ...nawet kota ma jakiegoś świrniętego...
Z zamiarem założenia piżamy i położenia się do łóżka z dobrą książką i kubkiem herbaty, otworzyła drzwi do sypialni i oczom jej ukazał się niesamowity widok. Na wielkim łóżku z baldachimem, które dostała od Daniela w zeszłym roku, leżała najpiękniejsza suknia, jaką mogła sobie wymarzyć- aksamitny gorset na ramiączkach, wiązany z przodu satynowymi wstążkami przytrzymywał tiulowe rękawy sięgające aż do podłogi; spódnica uszyta była ze najdelikatniejszego jedwabiu, a wszystko to utrzymane w różnych odcieniach ciemnej zieleni. Na dodatek zauważyła powieszony na oparciu krzesła płaszcz z kapturem- również aksamitny, w kolorze butelkowej zieleni- taki, jakie kiedyś noszono w czasach Renesansu: długie, spływające kaskadami do ziemi, układające się w miękkie fałdy... Stała, wpatrując się w to wszystko z najwyższym zachwytem. Dopiero po dłuższej chwili odważyła się podejść do łóżka i z wyraźnym zadowoleniem przejechać ręką po delikatnym materiale...
-Możesz ją założyć... Jest dla ciebie...- usłyszała za sobą znajomy głos.
-Co?- zapytała, wciąż jeszcze nie mogąc ochłonąć po niespodziance, jaką Daniel jej zrobił.
-To prezent... Przecież dzisiaj jest nasza rocznica, głuptasie...
-Wiem... Ale nie spodziewałam się czegoś tak pięknego...- odparła.
-To jeszcze nie koniec... Ubieraj się- wychodzimy!
-Wychodzimy? Jak to? Dokąd?- pytała coraz bardziej zaciekawiona jego tajemniczością, ale posłusznie zaczęła zakładać sprezentowaną suknię. Daniel podszedł do niej z płaszczem w dłoniach; zarzucił go na jej ramiona, po czym pieszczotliwym ruchem strzepnął z jej ramienia nieistniejący pyłek i uśmiechnął się ciepło.
-Musisz się okryć... W Wenecji o tej porze roku jest zimno...
-W Wenecji...???

2013, Grudzień
-Hej? Żyjesz...?- zapytała Anne, zerkając na niego znad czytanej gazety i ścierając rękawem okruszki ze stołu.
-Jeśli tak to ujmujesz, to nie...- powiedział Daniel, przerywając swoje „wspominki”. Obserwował jak Anne wzdycha zrezygnowana, wstaje, wrzuca brudne naczynia do zlewu i bierze się za zmywanie; mimo jej usilnych próśb wciąż odmawiał kupienia zmywarki. Tłumaczył to brakiem funduszy (okropne kłamstwo), ale tak naprawdę powód był bardzo prozaiczny- ogromnie lubił patrzeć jak ona zmywa. Jak to mówił:
-Nie ma piękniejszego widoku niż kobieta w kuchni...-
Anne znała jego zdanie na „ten temat”, więc robiła to tylko dla jego przyjemności- sama nienawidziła zmywać, co jest tym dziwniejsze, że bardzo lubiła wodę... No, w końcu była Rybą...
Daniel wstał, zostawiając klnącą pod nosem dziewczynę w kuchni, a sam poszedł do jej sypialni. Postanowił przeczytać w końcu książkę, którą Anne mu poleciła... coś pod tytułem „Wiedźmin”... Nie miał zielonego pojęcia co to za książka, ale z tego co zauważył, jego towarzyszka zaczytywała się nią non-stop...
Podszedł do półki i wodząc palcem po grzbietach książek, zaczął szukać odpowiedniego tytułu. Przypadkiem trafił na album ze starymi zdjęciami sprzed pięciu lat. Wyjął go ostrożnie, bo jak zwykle Anne zapomniała poukładać nie które zdjęcia, a te bardzo często wysypywały się niespodziewanie. Usiadł w wielkim fotelu obitym bordowym welurem, lecz najpierw zrzucił stamtąd Achaję. Kotka spojrzała na niego z niemym wyrzutem, ale po chwili zaczęła przymilnie ocierać się o jego nogi, próbując w ten sposób zmusić go do zwolnienia jej miejsca.
-Ksss...- syknął na nią Daniel. Wystraszona „kicia” natychmiast wskoczyła na szafę i zabarykadowała się tam, tylko co jakiś czas zerkając mściwie na siedzącego w fotelu Daniela.
Usadowiwszy się wygodnie, otworzył album i powoli zaczął przeglądać kolejne strony, dokładnie przyglądając się każdemu zdjęciu. Przypominał sobie wszystkie wydarzenia, które Anne kazała uwiecznić na tej czarnej, plastikowej kliszy, mając nadzieję, że kiedyś będę mogli usiąść razem i powspominać „stare, dobre czasy”... Domyślał się, że tak naprawdę chciała mieć pamiątkę na wypadek gdyby musieli się rozstać, a ponieważ zawsze istniała taka możliwość, z każdym rokiem zdjęć przybywało...
Prawie doszedł do końca albumu, gdy spomiędzy ostatnich stron wypadła zalakowana, beżowa koperta, z dziwnym tekstem wypisanym fantazyjnym pismem w miejscu adresu.
-„To see the world in a grain of sand..”- przeczytał zdumiony Daniel, zastanawiając się czy wypada mu otworzyć to interesujące znalezisko. Po głębszym zastanowieniu podjął decyzję- nigdy nie miał przed Anne żadnych tajemnic, więc i ona nie powinna niczego ukrywać.
Delikatnie otworzył kopertę, starając się nie złamać ozdobnej pieczęci przedstawiającej literę „A” otoczoną pędami winorośli i dzikich róż. Powoli wyjął ze środka kilkanaście nowiutkich kartek, stylizowanych na „pożółkłe” ze starości i zerknął na datę na pierwszej z nich. Zaintrygowała go, więc ze zniecierpliwieniem zaczął czytać dalej:
„2013, Grudzień...
Wszedł do pokoju, gdzie na łóżku, wśród porozrzucanej pościeli leżała młoda dziewczyna...”

2011, Grudzień
Lot do Wenecji wynajętym samolotem trwał zaledwie kilka godzin, podczas których Daniel czytał Anne ich ulubione fragmenty z „Wywiadu z Wampirem”. Mimo obietnicy, że wciąż będzie mieć zamknięte oczy, Daniel dla pewności zawiązał jej na twarzy aksamitną przepaskę; chciał być pewien, że niespodzianka się uda.
Gdy dolecieli na małe prywatne lotnisko na obrzeżach miasta, Daniel ostrożnie sprowadził Anne do podstawionej limuzyny. Przez całą drogę tuliła się do niego, a on napawał się jej zapachem, który w przyjemnie łagodny sposób drażnił jego czuły zmysł powonienia.
Gdy dojechali na miejsce, Daniel odesłał samochód i powoli zaczął prowadzić Anne pod górę szerokich, długich schodów. Po chwili przeszli przez duże, oszklone drzwi i wszystkie dźwięki dochodzące z ulicy ucichły; słychać było tylko stukot obcasów Anne na gładkiej marmurowej posadzce i ledwie słyszalne- bo wampirze- kroki Daniela. Znów poprowadził ją po schodach- tym razem kręconych i wyłożonych miękkim puchowym dywanem. Wkoło pachniało kurzem, starym drewnem, złotą farbą, pluszem i czymś jeszcze... czymś nieuchwytnym...
Anne szła trzymając Daniela za rękę, która mimo długiego kontaktu z jej rozgrzaną od emocji skórą, wciąż była zadziwiająco chłodna.
-Poczekaj tu chwilę... Nie ruszaj się ani na krok!- powiedział niespodziewanie Daniel i zostawił ją tam gdzie stała; zaciekawienie i lekki strach dosłownie przyszpiliły Anne do podłogi.
-Daniel?- spytała po dłuższej chwili, ledwie poruszając wargami. Brakowało jej tchu i wciąż zwilżała spierzchnięte usta, zlizując przy okazji karminową szminkę. Jego przedłużająca się nie obecność coraz bardziej ją niepokoiła. W końcu podjęła decyzję- ostrożnie wymacała stopą fragment przestrzeni przed sobą i- wciąż bojąc się, że zaraz skądś spadnie- powoli ruszyła w bliżej nie określonym kierunku. Nagle zdała sobie sprawę, że „coś” słyszy- rodzaj buczenia, jakby rój małych pszczół... Dźwięk ten to wznosił się to opadał, a gdy już Anne całkiem straciła nadzieję, na odnalezienie źródła tego dziwnego dźwięku, usłyszała ciepły, aksamitny głos i poczuła na swoim ramieniu znajomą zimną dłoń.
-Chodź... Wszystko jest gotowe...- powiedział Daniel, biorąc ją pod ramię i sprowadzając w dół po trzech małych schodkach; następnie przeszli przez ciężką, welurową kotarę, którą Daniel odgarnął jedną ręką. Potem podprowadził dziewczynę jeszcze kilka kroków, poczym kazał jej się oprzeć o balustradę, którą miała przed sobą. Anne znów usłyszała to buczenie- tym razem pod sobą, tak jakby na dole kotłowały się całe stad wściekłych pszczół.
-Daniel, gdzie my jesteśmy?- zapytała, coraz bardziej zmartwiona narastającym hałasem, ale nie usłyszała żadnej odpowiedzi; poczuła za to jak Daniel staje za jej plecami i powoli zsuwa z jej ramion ciepły płaszcz.
-Jesteś gotowa? Zaraz zdejmę ci opaskę...- powiedział, ostrożnie rozsupłując skomplikowany węzeł, który miał powstrzymać Anne od przedwczesnego odsłonięcia oczu i zepsucia niespodzianki.
-3... 2... 1... – odliczał Daniel, a gdy doszedł do zera jednym szybkim ruchem zdjął przepaskę.
-O kurwa!- wyrwało się Anne.
-Oho... Widzę, że ci się podoba...- odparł Daniel, uśmiechając się z zadowoleniem- wyglądał zupełnie jak kot po wypiciu spodeczka słodkiej śmietanki.
Znajdowali się w loży „dla VIP’ów”, a przed nimi rozpościerał się widok na scenę „La Fenice”- ponad 180 letniego teatru, który był chlubą Wenecji. Światła powoli gasły, a orkiestra właśnie zaczynała grać uwerturę, uciszając w ten sposób ostatnie szmery na widowni.
-Stąd to dziwne „buczenie”- pomyślała Anne, siadając na miękkim fotelu, który Daniel postawił dla niej tuż przy balustradzie. Przyjęła program, który jej wręczył, ale nic nie mogła przeczytać- po pierwsze było już za ciemno a po drugie program był po włosku.
-Daniel, co tu jest napisane?- zapytała, rozglądając się wokoło, ale loża była pusta- po wampirze nie było śladu.
Anne postanowiła mimo wszystko oglądać przedstawienie, choć w środku aż gotowała się z niepokoju. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę na co patrzy- okazało się, że Daniel zabrał ją na jej ulubioną operę, „La Traviatę”. Nie mogła się nadziwić jak dobrze on ją zna...
Właśnie zastanawiała się czy jej prezent sprawi Danielowi taką samą radość, jaką on sprawił jej, gdy nagle wampir pojawił się tuż koło niej. Jak gdyby nigdy nic, otrzepał rękawy zamszowej marynarki od Armani’ego, poprawił zielony krawat, po czym podał Anne lornetkę.
-Gdzie byłeś? Martwiłam się, że mnie tu zostawisz- natarła na niego zdenerwowana Anne.
-Poszedłem po lornetkę dla ciebie, kruszynko...- odparł Daniel,uśmiechając się niewinnie i przepraszającym gestem wskazując na scenę.- Przecież z twoją krecią ślepotą nic byś nie zobaczyła- zwłaszcza, że zapomniałaś założyć okulary...
-Co ty jesteś? Nieśmiertelny kretyn??? Dla twojej informacji istnieje coś takiego jak „kontakty”... ale dziękuję za troskę...- powiedziała Anne, widząc, że Daniel naburmusza się pod wpływem jej uwagi.
-Oglądajmy przedstawienie, dobrze...?- burknął, lecz gdy tylko Anne przytuliła się do niego i cmoknęła z wdzięczności jego gładki, blady policzek natychmiast przestał się dąsać. Potem ich uwaga skupiła się na tym, co działo się na rzęsiście oświetlonej scenie, a ich myśli błądziły wyłącznie wokół smutnych losów głównych bohaterów...
Nie wiedzieli tylko, że za kilka lat ich własne życie może tak bardzo upodobnić się do romantycznej tragedii...

2013, Grudzień
“Nie wiedzieli tylko, że za kilka lat ich własne życie może tak bardzo upodobnić się do romantycznej tragedii...”
Daniel skończył czytać gdy tylko usłyszał jak Anne, szurając kapciami wychodzi z kuchni. Szybko schował kartki do kieszeni, wziął do ręki najbliżej leżącą książkę, otworzył ją na „chybił trafił” i zaczął czytać od środka strony. Starał się nie okazywać zdenerwowania, które spowodowało u niego to dziwne i intrygujące znalezisko. Tak pochłonęło go myślenie, że nie usłyszał kiedy Anne stanęła w drzwiach. Przyjrzała mu się uważnie po czym usiadła naprzeciwko niego, zapadając się w głęboki fotel i wyciągnąwszy stopy w kierunku kominka zapytała z błyskiem w oku:
-Od kiedy to interesujesz się pikometrami?-
-Piko...czym?- zapytał Daniel, zastanawiając się czy Anne nie nałykała się przypadkiem płynu do mycia naczyń.
-Pikometrami... Przecież właśnie o tym czytasz...- odparła dziewczyna, patrząc na niego z coraz większym rozbawieniem.
Daniel zerknął na książkę, którą trzymał w ręku: „Pikometry- ich właściwości oraz zastosowanie w chemii organicznej”.
-Zainteresował mnie tytuł- odparł, niezręcznie próbując wybrnąć z krępującej sytuacji.
-Acha... Jasne...- uśmiechnęła się Anne pod nosem, gdy nagle jej wzrok padł na otwarty album ze zdjęciami.
-Widzę, że wspominałeś nasz mały wypad do Włoch- powiedziała, przyglądając się fotografii, którą zrobiono im na Placu Św. Marka, tuż przed ich powrotem do domu.
-Mhm...- mruknął wampir, przysuwając swój fotel bliżej Anne i ciepła bijącego z kominka. Mimo, iż mieszkali w nowoczesnym budynku, tutejsze ogrzewanie miało niemiłą tendencję do psucia się- zwłaszcza w zimie. Gdy kilka lat temu Anne obudziła się w styczniowy ranek i odkryła, że woda w miseczce Achaji zamarzła, a krople ściekające z kranu zamieniły się w sople lodu, wymusiła na Danielu zbudowanie kominka. Dzięki temu, teraz mogli sobie spokojne siedzieć przy miło trzaskającym ogniu, zamiast martwić się o to, czy rano nie zabiją się w łazience, na swoim „prywatnym, domowym lodowisku”.
-A pamiętasz jaki prezent dostałeś ode mnie?- zapytała Anne, wstając z fotela i siadając na kolanach Daniela, tyłem do ognia. Jej rude włosy podświetlała teraz czerwona poświata bijąca z kominka, sprawiając, że wyglądała jak feniks wyłaniający się z płomieni...
-Czy pamiętam? Codziennie... znaczy, co noc go widzę... Jak mógłbym zapomnieć...- powiedział Daniel, udając śmiertelnie oburzonego. Anne roześmiała się i wsunąwszy dłonie we włosy na jego karku, pocałowała go namiętnie. Odwzajemnił pocałunek, by po chwili zacząć muskać ustami jej szyję. Anne westchnęła przeciągle, po czym przyciągnęła go do siebie i zamruczała z zachętą. To wystarczyło... Delikatnie przebił jej skórę tuż przy obojczyku i mocniej objął szczupłe plecy dziewczyny. Wziął zaledwie kilka łyków, ale gdy skończył- dla pewności- chwilę przytrzymał w ramionach rozgrzane ciało. Puścił ją dopiero, gdy poczuł, że Anne odzyskuje świadomość.
-W porządku?- zapytał, przytulając ją mocno do siebie. Po chwili przegryzł swój nadgarstek i pozwolił, by kilka kropli krwi padło na dwie małe ranki na ramieniu dziewczyny. Obserwował jak ranki się zasklepiają, po czym spojrzał na Anne.
-Tak, w porządku- odparła cichutko, wtulając twarz w jego włosy.- Daniel?-
-Tak, kruszynko?-
-Mogę dzisiaj spać z Tobą? Proszę?- usłyszał błaganie w jej głosie.
Daniel zastanowił się przez chwilę. Wiedział o co jej chodziło... Już wcześniej odkrył, że Anne bardzo lubiła sypiać w jego...hm... „posłaniu”. Kilka razy znalazł ją tam, gdy wracał do domu z polowania. Leżała z rozrzuconymi włosami na czerwonym aksamicie wyściełającym wnętrze jego trumny; wyglądała tak niewinnie... Jak Śpiąca Królewna, czekająca na swojego Księcia z Bajki. Zwykle budził ją pocałunkiem, ale widząc to błagalne spojrzenie pozwalał jej zostać. Wtedy wtulała się w niego, jak w ukochaną maskotkę, a on zasypiał, wsłuchany w jej spokojny oddech, który dawał mu poczucie bezpieczeństwa...
-Oczywiście, że możesz kochanie...- odparł Daniel, wiedząc, że jej twarz zaraz rozjaśni uśmiech szczęścia. I nie mylił się.
-Dzięki, dzięki, dzięki! Jesteś najukochańszym krwiopijcą na świecie!- krzyknęła, po czym ucałowawszy oba jego policzki pobiegła do łazienki się umyć. Po chwili usłyszał szum wody i dźwięki radia; widocznie Anne znów włączyła- jak to nazywał- „składankę kąpielową”.
Daniel ruszył do swojego pokoju, który znajdował się na prawo od sypialni Anne. Na środku pomieszczenia, na drewnianej podłodze przykrytej grubym dywanem, stała mahoniowa trumna, ze złoconymi uchwytami. Wokół niej- świece, które teraz oświetlały pokój ciepłym blaskiem rzucając refleksy na stojący nieopodal sprzęt hi-fi. Naprzeciwko drzwi, pod ścianą stały dwa skórzane fotele, a tuż obok wielka szafa pełna książek oraz komoda na ubrania. Jedną z dłuższych ścian zajmowały ogromne okna, które w ciągu dnia były zasłonięte ciężkimi zasłonami. Natomiast przeciwległa ściana obwieszona była obrazami i szkicami, które Daniel dostawał od Anne w miarę upływu lat- większość z nich to były jej wczesne prezenty z okazji ich rocznicy. Wśród nich było kilka jej autoportretów, sporo rysunków przedstawiających Daniela oraz jeden ogromny obraz, który zajmował większość powierzchni ściany.
Daniel właśnie go oglądał, gdy do pokoju weszła Anne, przebrana już w czarną, koronkową koszulę nocną, ale z wciąż mokrymi włosami.
-Podoba Ci się?- zapytała i potrząsnęła głową, sprawiając, że na podłodze osiadły kropelki wody.
-Oczywiście, że tak. Mówiłem to już wiele razy...- powiedział Daniel, nie odrywając wzroku od obrazu.
-Wiem, wiem... Ale bardzo lubię słuchać twoich komplementów- odparła Anne z łobuzerskim uśmiechem, przypominając sobie jaką minę miał Daniel, gdy pierwszy raz zobaczył swój prezent rocznicowy. Kiedy to było? Chyba tuż po ich powrocie z Wenecji...

2011, Grudzień
-Poczekaj tu chwilkę... Muszę sprawdzić czy wszystko jest gotowe- powiedziała, zostawiając Daniela czekającego pod drzwiami do jego własnego pokoju. Nie miał zielonego pojęcia co Anne dla niego przygotowała, ale wiedział, że na pewno mu się spodoba.
-Wejdź...- usłyszał głos zza zamkniętych drzwi.
Nacisnął klamkę i wszedł do pokoju, oświetlonego miękkim światłem świec, które Anne porozstawiała na podłodze. Zasłony były zasłonięte i w pokoju panował przyjemny pół mrok, choć dla wampira brak światła nie stanowił problemu, a z wieży leciała jakaś przyjemna samba.
Podszedł do Anne i dopiero gdy stanął przy niej, zauważył, że większą część ściany z obrazami zasłania ogromna kotara z czerwonego jedwabiu.
-Co to jest?- zapytał Daniel, czując dreszczyk podniecenia biegnący wzdłuż kręgosłupa.
-To? To jest twój prezent...- odparła Anne, po czym podeszła do ściany i szybkim ruchem ściągnęła materiał, zasłaniający „rocznicową niespodziankę”.
Daniel oniemiał... Patrzył na najpiękniejszy obraz jaki zdarzyło mu się w życiu widzieć... Anne namalowała dla niego jedyną rzecz, jakiej już nigdy nie miał ujrzeć... Wschód słońca...
Usłyszał, jak Anne mówi:
-Musiałam przez miesiąc wstawać o 6 rano, żeby go skończyć...-
Nie wiedział co powiedzieć. W końcu udało mu się wykrztusić jedyną rzecz jaka mu przychodziła do głowy:
-Dziękuję- wyszeptał, czując jak zaschło mu w gardle. Podszedł powoli do obrazu i ostrożnie- koniuszkiem palca- pogładził szorstką powierzchnię.
-Naprawdę Ci się podoba?- zapytała Anne z powątpiewaniem.
-To najpiękniejszy prezent jaki w życiu dostałem- zarówno tym, jak i poprzednim- odparł Daniel, tym razem patrząc dziewczynie prosto w oczy.
-Wiesz co? Mógłbyś mi podziękować w bardziej subtelny sposób...- mruknęła Anne, jednocześnie przesyłając mu w myślach komunikat:
-Pocałujesz mnie wreszcie, czy nie?-
Daniel uśmiechnął się perfidnie, po czym podszedł do dziewczyny, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Już po chwili tarzali się po podłodze, a światło świec rzucało rozedrgane cienie na ich splecione ciała...

2013, Grudzień
-To była jedna z naszych bardziej udanych rocznic, nie sądzisz?- usłyszała pytanie Daniela. Anne miała dziwne wrażenie, że czuje, jak od dźwięku jego głosu niezauważalnie wibrują szyby w oknach.
-Mhm...- mruknęła twierdząco, wciąż tępo wpatrując się w jeden punkt na ścianie, próbując sobie przypomnieć wcześniejsze prezenty, które dostała od Daniela oraz te, które on otrzymał od niej. Myślała i myślała i nic z tego myślenia nie wychodziło... Za Chiny Ludowe nie mogła sobie przypomnieć co to było...
-Nie wiem co ty ciekawego widzisz w tej ścianie- powiedział Daniel głosem aż ociekającym sarkazmem.
-Co? Nie... nic ciekawego... Chyba po prostu jestem zmęczona- odparła Anne, ruszając powoli w kierunku drewnianej trumny, stojącej na środku pomieszczenia. Ostrożnie uniosła wieko, poczym kucnęła na podłodze i jedną ręką pogładziła czerwony aksamit, który w przyjemnym półmroku pokoju aż kłuł w oczy. Daniel podszedł do niej od tyłu i niespodziewanie wziął ją na ręce; Anne zaczęła się wyrywać, ale mimo jej wierzgania, wampir trzymał ją mocno. Gdy dziewczyna uspokoiła się trochę, delikatnie położył ją na swoim posłaniu, a po chwili wsunął się tuż koło niej, sprawdziwszy uprzednio czy wszystkie okna są szczelnie zasłonięte. Zamknęli ciężko wieko i otoczyły ich nieprzeniknione ciemności...
Przez moment Anne wierciła się niemiłosiernie, próbując ułożyć się wygodniej w ciasnym „metrażu”. Jednak 5 minut później spała w najlepsze, wtulając się w Daniela, który czekał aż zmorzy go sen. No i doczekał się- nagle ogarnęło go wielkie zmęczenie, więc posłuszny instynktowi i doświadczeniu zamknął oczy. Już po chwili w mieszkaniu dało się słyszeć dwa rytmiczne oddechy, które- choć należały do totalnie różnych osób- miały dokładnie takie samo tempo. Lecz gdyby udało nam się zajrzeć do myśli tej pary, ujrzelibyśmy dwa odmienne obrazy- Anne śniła o Danielu, o ich wspólnym życiu, o wszystkich przeciwnościach jakie razem pokonali i jakie jeszcze ich czekają... Natomiast u Daniela... Tylko pustka i ciemność; sen bez snów, jak u każdego wampira.
A za oknami, nadchodził świt...

Cztery lata wcześniej... Grudzień 2009
-Dokąd idziemy?- zapytał zniecierpliwiony Daniel, zerkając na idącą obok niego Anne. Ubrana w puchową, beżową kurtkę i własnoręcznie zrobiony szalik z włochatej włóczki, z zarumienionymi policzkami wyglądała jeszcze bardziej słodko niż zwykle. Mroźne śnieżynki osiadły na jej gęstych, czarnych rzęsach i rudych lokach, sprawiając, iż coraz bardziej przypominała Królową Śniegu. Daniel szedł tuż obok niej i choć będąc wampirem nie odczuwał chłodu, miał wrażenie, że gruby wełniany płaszcz nie chroni go od zimna. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że dreszcze, które odczuwał nie były spowodowane- jak wcześniej sądził- zimową pogodą, ale zdenerwowaniem, które towarzyszyło mu od rana. Znów nie miał pomysłu na prezent dla Anne- nie dlatego, że zapomniał o ich rocznicy, ale po prostu nie miał pojęcia, co mogłoby jej sprawić największą przyjemność. Oczywiście, mógł to przeczytać w jej myślach (choć i tak, aż za dobrze wiedział jaką odpowiedź by znalazł), ale z doświadczenia wiedział, że będzie miał większą satysfakcję, jeśli sam wymyśli jaki podarek jej ofiarować.
Szli tak już od ponad pół godziny, brnąc po kostki w brudnym zapiaszczonym śniegu, który leżał na chodniku. Mimo jego usilnych starań, Anne wciąż nie chciała zdradzić dokąd go prowadzi i powoli Daniel dochodził do wniosku, że dziewczyna zabłądziła w plątaninie miejskich zaułków.
-Zaraz się dowiesz... prawie jesteśmy na miejscu- odparła Anne, mrugając do niego porozumiewawczo i uśmiechając się chytrze pod nosem. Wiedziała, że Daniel bardzo nie lubi tajemnic i strasznie go denerwowało jeśli czegoś nie wiedział. Czasem w żartach nazywała go „Panem Ciekawskim”, co zawsze doprowadzało do tego, że obrażał się na nią na najbliższe...hmm... 10 minut.
-Jesteśmy- powiedziała dziewczyna, po czym zatrzymała się przed ciemnym sklepem, którego fronton pomalowany był na brudny odcień- prawie czarnej- zieleni.
-Co to za miejsce?- usłyszała znajomy głos, ale postanowiła go zignorować i pchnąwszy mocno drzwi, weszła do środka. W głębi pomieszczenia zadźwięczał dzwonek; jego metaliczne brzmienie rozchodziło się w ciszy panującej w ponurym sklepie.
Pod ścianami, w długich rzędach stały drewniane sarkofagi, każdy w innym rozmiarze i z innego rodzaju drewna. W nikłym blasku dochodzącym gdzieś spod sufitu, błyszczały złote, srebrne i mosiężne zdobienia.
-Ale... to sklep z trumnami- wykrztusił zdumiony Daniel, przyglądając się każdej skrzyni z osobna, po czym podszedł do pierwszej z nich, by móc jej dotknąć. W tym czasie Anne zwróciła się do staruszka, który nagle pojawił się przy nich, jakby wyszedł spod ziemi.
-Przyszłam odebrać specjalne zamówienie- Daniel usłyszał głos dziewczyny, a później mamrotliwą odpowiedź mężczyzny, który najprawdopodobniej był właścicielem. Ten znikł na chwilę za zasłoną wiszącą w kącie pokoju, by po chwili pojawić się znowu. Zapraszającym ruchem ręki kazał im iść za sobą; Anne ruszyła pierwsza, później staruszek, a na koniec wciąż zdumiony wampir.
Weszli do słabo oświetlonego pomieszczenia, na środku którego stała tylko jedna trumna.
-Drewno mahoniowe, złocone uchwyty, wewnątrz czerwony aksamit- mówił właściciel tonem, jak gdyby prezentował wysokiej klasy samochód.
-Wszystko się zgadza- odparła Anne, przyglądając się trumnie w zamyśleniu. Daniel stał tuż obok niej, nadal nie wiedząc po co Anne go tu ściągnęła. Zrozumiał dopiero, gdy usłyszał następną uwagę staruszka:
-Przepraszam, że się zapytam... Czemu kazała pani umocnić wewnętrzne ściany metalowymi płytami?- Anne spojrzała na właściciela zdziwiona, ale po chwili odparła:
-Wie pan... To żeby robaki się nie dostały do środka-
W tej samej chwili Daniel usłyszał myśli mężczyzny- nie spodobały mu się. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał to zrobić, ale nie podejrzewał, że nastąpi to tak szybko; żadna osoba, która widziała Daniela nie mogła dożyć świtu... Miał nadzieję, że wróci do tego małego sklepiku później, gdy Anne już wyjdzie, ale w końcu podjął decyzję.
Rzucił się na staruszka i w mgnieniu oka znalazł się tuż przy nim. Bezbłędnie wbił kły w jego tętnicę nawet nie starając się złagodzić bólu, który mu sprawiał. W kilka minut było po wszystkim; bezwładne ciało mężczyzny opadło na brudną podłogę. Daniel pochylił się nad nieruchomym ciałem, po czym przegryzł własny nadgarstek i pozwolił by kilka kropli krwi spadło na szyję starca- ranki zabliźniły się i po dowodach ataku wampira nie było śladu.
Daniel uniósł głowę, chcąc sprawdzić jak na to wszystko zareagowała Anne. Jakie było jego zdumienie gdy ujrzał na jej twarzy wyraz, którego się nie spodziewał; była w nim ciekawość, zamyślenie ale także swego rodzaju pożądanie...
Ostrożnie wstał, po czym zerknął na stojącą nieopodal rudowłosą dziewczynę.
-To co teraz?- usłyszał swój własny głos.
-Teraz? Musimy jakimś cudem przenieść tę cholerną trumnę do naszego mieszkania!- odparła Anne, rzucając na niego wściekłe spojrzenie, jakby cały ten incydent był jego winą.
Daniel zamyślił się na chwilę; wiedział jak mógłby „przetransportować” ; swój prezent do domu, ale co z Anne? Nie mógł jej wziąć ze sobą, ale zostawić jej w jednym pokoju z trupem? W końcu wpadł na rozwiązanie, które wydało mu się najlepsze...
-Anne, kochanie, spotkajmy się za 10 minut w tej kafejce, którą mijaliśmy po drodze, dobrze?- powiedział Daniel, wpatrując się natarczywym spojrzeniem w zielone oczy dziewczyny.
-W porządku...- odburknęła Anne i z dziwnym wyrazem twarzy, zniknęła za czarną kotarą, która oddzielała pomieszczenie od reszty sklepiku. Zanim jeszcze Anne wyszła na zabłoconą ulicę, Daniel siłą woli przeniósł się razem z ogromną drewnianą skrzynią do swojego pokoju. Następnie w ten sam sposób pozbył się swojego starego posłania, po czym wyszedł z domu i szybkim krokiem ruszył w kierunku umówionego miejsca.
Przeszedł cztery przecznice, patrząc pod nogi i licząc swoje kroki, wciąż mając dziwne wrażenie, że ktoś go śledzi, choć gdy odwracał się za siebie widział tylko pustą ulicę. Nagle zatrzymał się przed sklepem jubilera, gdyż jego wzrok przykuł srebrny wisiorek wyłożony na jedwabnej poduszce na wystawie. Wtedy- zupełnie nieoczekiwanie- zdał sobie sprawę, jaki prezent może podarować Anne. Pchnął drzwi, a już po kilku minutach wyszedł trzymając w rękach małe zawiniątko.
Gdy dotarł do kafejki, postał przez chwilę na zewnątrz, przyglądając się przez oszronioną szybę, jak Anne siedzi samotnie przy stoliku w rogu pomieszczenia i popija gorącą czekoladę. Gdy tak patrzył na jej płomiennie rude włosy i zielone oczy, z których biło nieopisane ciepło, wiedział, iż z tą dziewczyną chce spędzić całe życie... Nie był tylko pewien, czy ona też była na to gotowa...
Z głową pełną wątpliwości, wszedł do przytulnego pomieszczenia, po czym zdecydowanym krokiem minął pędzącego w jego stronę kelnera i od razu podszedł do stolika Anne. Z wyraźną ulgą usiadł naprzeciwko niej, zdjąwszy wcześniej ciężki, zimowy płaszcz. Wiedział, że dziewczyna ma wielką ochotę przypomnieć mu o swojej „należności”; postanowił nie wystawiać jej cierpliwości na większą próbę. Wziął jej rozgrzane ręce w swoje, by po chwili włożyć do jej dłoni mały pakunek, owinięty w czerwony papier przewiązany złotą wstążką.
-To dla mnie?- zapytała Anne, kokieteryjnie przekrzywiając głowę na lewe ramię. Daniel tylko kiwnął głową w odpowiedzi i przyglądał się jak dziewczyna z dzikim błyskiem w oczach rozpakowuje prezent.
Po chwili Anne skończyła skomplikowaną operację, polegającą na zdarciu kolorowego opakowania, a w jej wyciągniętej dłoni błysnął srebrny kształt zawieszony na cienkim łańcuszku. Przybliżyła go do twarzy, by dokładniej mu się przyjrzeć- dopiero gdy zobaczyła co wisiorek w sobie zawiera, spojrzała zdziwiona na wampira.
-Ale... Czy to nie jest...?-
-Krew?- spytał spokojnie Daniel, patrząc jak Anne z fascynacją przygląda się błyskotce.- Tak, to jest krew... Moja krew...- powiedział głębokim głosem.
Przez chwilę dziewczyna wpatrywała się urzeczona w trzymany w ręku przedmiot, by za moment zapiąć go na szyi i rzucić się Danielowi w ramiona z okrzykiem radości. Chwilę później wyszli z kafejki, przytuleni, mocno objęci- wyglądali jak prawdziwa para zakochanych...
Szli wyludnioną ulicą w kierunku mieszkania, lecz nieświadomie zbliżali się nieuchronnie ku katastrofie...

2013, Grudzień
Obudził ją zapach świeżo parzonej kawy z mlekiem i dużą ilością cukru oraz ciche dźwięki dochodzące z kuchni, dobitnie świadczące o tym, że Daniel już wstał. Niechętnie wygramoliła się z otwartej trumny i wsunąwszy na nogi puchate kapcie-króliczki, ruszyła w kierunku łazienki. Z ulgą weszła pod strumień gorącej wody, by po kilku minutach otulić się w przygotowany wcześniej ciepły szlafrok. Trzymając w jednym ręku suszarkę do włosów, próbowała jednocześnie powstrzymać Achaję od wejścia na zalaną podłogę. W końcu- mocno zdenerwowana maniakalnym uporem swojego pupilka- wzięła kota na ręce, po czym zaniosła go do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Już po chwili dało się słyszeć rozdzierające „miauu!” i głośne drapanie. Anne oczyma wyobraźni widziała, jak kotka siedzi pod drzwiami ze skrzyżowanymi łapkami, patrzy się morderczym wzrokiem na klamkę i obmyśla sposób, w jaki mogłaby się zemścić na swojej właścicielce... Dziewczyna parsknęła śmiechem na tę myśl, ale po chwili zastanowienia weszła jeszcze raz do pokoju i stojąc na progu pogroziła Achaji palcem, rzucając jej groźne spojrzenie.
-Myślisz, że Cię zrozumiała?- usłyszała za plecami głos Daniela, który stał w drzwiach kuchni z parującym kubkiem kawy w ręku. Anne ponownie zamknęła drzwi od sypialni, po czym podeszła do wampira i przyjęła z jego rąk zielony kubek, zdobiony małymi białymi nutkami.
-Nie znasz jej tak dobrze jak ja... – powiedziała, znów patrząc podejrzliwym wzrokiem w kierunku swojego pokoju, skąd dochodziło znajome prychanie.
-Nie?- zapytał przeciągle Daniel. –A kto ci ją kupił, mądralo?-
Anne przypomniała sobie chwilę, kiedy równo w dzień Bożego Narodzenia znalazła pod choinką spóźniony prezent rocznicowy od Daniela- ogromne czerwono-zielone pudło, a w środku małego kotka; chyba wyrazem przewrotności ze strony wampira było to, że kotka miała rude futerko i soczyście zielone oczy... Nikt się jednak nie spodziewał, że Achaja- nazwana tak na cześć jednej z ulubionych książkowych postaci Anne- tak bardzo upodobni się charakterem do swojej pani: ten sam upór, tajemniczość, ale także wyjątkowa bystrość i- widoczna na goły rzut oka- inteligencja... Kropka w kropkę takie same...
-Dobra, oddaję ci sprawiedliwość... kot to był twój pomysł- powiedziała dziewczyna, by po chwili dodać:
-Ale czyim pomysłem było, żeby razem zamieszkać?

Sześć lat wcześniej... Grudzień 2007
-Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiłaś coś takiego bez mojej zgody- powiedział Daniel, wyglądając przez okno na zaśnieżoną ulicę i pobliski park okryty białą, puchową kołdrą. Nie miał jej za złe tego, że nic mu nie mówiąc wynajęła dla nich wspólne mieszkanie- chodziło raczej o to, że sam nie wpadł na ten pomysł...
-Oj, nie gniewaj się! Przecież wiem, że się cieszysz...- powiedziała Anne, przyglądając się dokładnie ścianom i odstającej od nich obskurnej tapecie. –Jeszcze dziś się tu przeprowadzamy... Oboje, zrozumiałeś?-
-Mhm...- mruknął wampir w odpowiedzi, po czym powolnym krokiem ruszył w kierunku- jak mu się zdawało- kuchni. Widok popękanych kafelków i zardzewiałego zlewu nie wyglądał zachęcająco.
-Obiecuję, że za kilka dni będzie lepiej... Kupiłam już wszystkie potrzebne rzeczy: farby, płytki ścienne i podłogowe, sprzęt AGD i RTV... Musimy tylko wynająć ekipę, która to wszystko zamontuje.- mówiła Anne, chodząc od jednego pomieszczenia do drugiego. –Aha, zamówiłam też nowe okna...
-A skąd weźmiemy meble?- zapytał Daniel, będąc pod wrażeniem tego, o czym Anne zdążyła pomyśleć i zaplanować.
-Jak to skąd, głuptasie? Wiem, że w twoim ee... „miejscu zamieszkania” nie ma żadnych mebli, ale przecież możemy je wziąć z mieszkania moich rodziców; nikt z nich i tak nie będzie już korzystać...- powiedziała Anne i choć starała się to ukryć, w jej głosie dało się słyszeć żal.
Anne nigdy nie opowiadała o swojej rodzinie, a Daniel nie pytał. Wystarczyło mu to co wiedział: że Anne jest jedynaczką, cała jej bliższa rodzina nie żyje, a studia dziewczyny opłacała daleka kuzynka, mieszkająca w Ameryce. Domyślał się natomiast, że Anne pochodziła z bogatej rodziny, gdyż bardzo rzadko prosiła go o pieniądze- większość rzeczy kupowała sobie sama... Tak właśnie było z ich wspólnym mieszkaniem...

2013, Grudzień
-Pamiętam, że naprawdę byłem pełen podziwu, kiedy w zaledwie tydzień udało ci się doprowadzić to mieszkanie do tak świetnego stanu, w jakim jest dzisiaj- powiedział Daniel, przyglądając się, jak Anne siedząc przy kuchennym stole wcina cynamonowe tosty.
-Sama byłam zdziwiona, że tak sprawnie nam poszło- odparła dziewczyna, rozglądając się z zadowoleniem po kuchni pomalowanej na ciepły, miodowo-złoty odcień. Mimo upływu lat, mieszkanie nadal wyglądało tak pięknie jak tej pamiętnej Wigilii, kiedy to Daniel pierwszy raz je zobaczył- tuż po remoncie...

2007, Grudzień
-Eee...Wow!- były to jedyne słowa jakie Daniel zdołał wykrztusić, gdy Anne otworzyła mu drzwi prowadzące do mieszkania.
Okropny blado-różowy kolor, na jaki pomalowany był korytarz zastąpił ciepły odcień jasnej zieleni, zaś cała podłoga była przykryta butelkowo-zieloną wykładziną. Na ścianach wisiały delikatne akwarele i pastele oraz wieszak na płaszcze. W kuchni położono płytki z beżowego piaskowca, w witrażowych oknach wisiały grube, lniane zasłony, a srebrna lodówka, kuchenka oraz reszta „sprzętu” pięknie kontrastowały z frontonami szafek w odcieniach beży i pomarańczy. W łazience pomalowanej na morski odcień niebieskiego lśniło ogromne lustro, oświetlone po bokach lampami zrobionymi z wielkich muszli, które Anne przywiozła z wyprawy na Karaiby wiele lat temu.
Daniel szedł powoli za dziewczyną, która oprowadzała go po mieszkaniu, co chwila zwracając jego uwagę na coraz to nowe szczegóły dotyczące remontu. Ale dopiero gdy ujrzał obie sypialnie zrozumiał, ile wysiłku Anne włożyła w całe to przedsięwzięcie...
Sypialnia Anne pomalowana została na kolor bordowy. Na drewnianej podłodze leżało kilka białych puchowych dywaników, ze ścian spoglądały reprodukcje słynnych obrazów, a wszystkie meble były zbudowane z hebanowego drewna. Całości dopełniały ogromne ilości książek i bibelotów, które Anne namiętnie zbierała oraz niewielka ilość oświetlenia bijąca z kilku ściennych kinkietów.
Pokój Daniela był trochę mniejszy, ale za to całą jedną ścianę zajmowały wielkie okna, wpuszczające do środka światło gwiazd. Tak jak w pokoju Anne, na podłodze leżały białe dywany, ale ściany miały odcień bardziej śliwkowy.
-Nie wiem co powiedzieć...- wydusił w końcu Daniel, krążąc po pokoju, oglądając wszystko po kolei.
-Wystarczy, że powiesz: „Dziękuję Anne”... No i będziesz płacił ze mną czynsz, bo nie zamierzam cię utrzymywać.- odparła Anne, przyglądając się, jak wampirowi- z radości- świecą się oczy.
Daniel wyjrzał przez okno i rozejrzał się po okolicy- znajdowali się bardzo blisko centrum, ale ulica była cicha i ciemna. W pobliżu znajdował się ogromny park miejski, który idealnie nadawał się do nocnych, wampirzych wypadów. Daniel domyślił się, że Anne specjalnie wybrała taką lokalizację...
-Dziękuję kruszynko, ale wiesz co? Może to uczcimy?- zwrócił się do stojącej koło niego dziewczyny. –Co powiesz na mały spacer po parku?...

2013, Grudzień
Podczas gdy Anne nadal jadła śniadanie, Daniel stwierdził, iż on także jest... spragniony. Ruszył w kierunku drzwi prowadzących do przedpokoju, ale tuż przed wyjściem rzucił jeszcze przez ramię:
-Idę się przejść...-
Odprowadziło go znaczące spojrzenie zielonych oczu; prawie słyszał jak dziewczyna w myślach mówi do siebie: „Mhm... Doprawdy?”, po czym uśmiech się ironicznie i wraca do przerwanej czynności.
Nie zwracając uwagi na zachowanie Anne, wampir zdjął z wieszaka ciepły, czarny płaszcz i włożywszy go, wyszedł z domu. Zbiegł po schodach z ostatniego piętra, wyszedł na wyludnioną, cichą ulicę i odetchnął głęboko, próbując wyczuć najbliższą możliwą ofiarę- nie miał dziś ochoty oddalać się od domu. Przeszedł na drugą stronę wąskiej uliczki i skierował swoje kroki w kierunku parku- mógł być pewien, iż szybko znajdzie tam zdobycz.
Jednak dopiero po kilku minutach spacerów alejkami, w cieniu wysokich drzew udało mu się zauważyć samotną postać stojącą pod pobliską latarnią. Słabe światło lampy oświetlało zgarbioną postać mężczyzny, próbującego we wzmagającym się wietrze zapalić papierosa; płomień zapalniczki co chwila zapalał się i gasł, mimo usilnych starań mężczyzny. Widocznie musiał poczuć, że jest obserwowany, gdyż po chwili obrócił się, rzucając wkoło zdenerwowane spojrzenia. Wampir chciał się cofnąć głębiej w cień drzewa, ale zdradziło go ciche skrzypienie jego butów na świeżym śniegu.
Mężczyzna najpierw podskoczył, przestraszony nagłym hałasem, lecz gdy tylko jego oczy przyzwyczaiły się na powrót do ciemności, natychmiast podszedł do Daniela.
-Ma pan może ogień? Moja zapalniczka chyba się zepsuła.- powiedział mężczyzna ochrypłym, przepitym głosem. Dopiero wtedy Daniel zwrócił uwagę na dziwne zachowanie nieznajomego- mężczyzna był kompletnie pijany... co czyniło go jeszcze łatwiejszą zdobyczą.
-Oczywiście... momencik- odparł Daniel udając, iż sięga do kieszeni po zapalniczkę. Mężczyzna nachylił się by podpalić papierosa, gdy nagle wylądował na ziemi, czując na sobie ciężar nieznajomego. Zanim zdążył zareagować, wampir przytrzymywał jego dłonie jedną ręką, podczas gdy druga wystrzeliła w kierunku szyi mężczyzny. Starając się zrzucić z siebie nieznajomego, mężczyzna wiercił się niemiłosiernie- kręcił głową na wszystkie strony, próbując uciec przed lodowatą dłonią wampira. Wkurzony już Daniel z całej siły uderzył swoją głową w czoło mężczyzny, próbując w ten sposób go obezwładnić. Udało mu się, ale przypadkowo- w ferworze walki- puścił ręce mężczyzny. Dopiero, gdy zauważył lecącą ku niemu pięść, zdał sobie sprawę ze swojego błędu...
W końcu zdenerwowany wampir rzucił się na mężczyznę całym swoim ciężarem i bezbłędnie trafiając w główną arterię, wbił kły w jego szyję. Mimo, iż Daniel mocno trzymał ramiona mężczyzny, ten wciąż bronił się przed nim. W ten sposób powiększał tylko swój ból, gdyż wampir musiał jeszcze mocniej wgryźć się w jego szyję. Na szczęście szybko ubywająca krew sprawiła, że mężczyzna cichł coraz bardziej, tak iż po chwili leżał już nieruchomo i tylko słabnące bicie jego serca mówiło Danielowi, ile jeszcze ma czasu...
Mimo, że starał się do końca pozbawić mężczyznę krwi, gdy tylko Daniel oderwał się od jego szyi, trysnęła czerwona fontanna, malując na śniegu fantazyjny deseń. Wyczerpany walką i nagłym skokiem adrenaliny, wampir usiadł przy stygnącym ciele i biorąc kilka głębokich oddechów starał się uspokoić.
-Kto by pomyślał, że w tak parszywym człowieku, płynie tak zacna krew- powiedział do siebie, zlizując z ust jej resztki, jakby to był przedni trunek, który nie może się zmarnować. Nagle zdał sobie sprawę, że po twarzy spływa mu strużka krwi... Dopiero wtedy zauważył, że mężczyzna uderzając go, rozciął mu policzek sygnetem, który miał na palcu. Jednak już po chwili po rance nie było śladu, a krew została starannie wytarta chusteczką. Zanim ruszył z powrotem do domu, nachylił się jeszcze nad ciałem i rozciąwszy sobie palec, zaleczył ranki na szyi mężczyzny.
Idąc w kierunku mieszkania, znów zaczął myśleć o prezencie dla Anne- wciąż nie miał żadnego pomysłu... Myślał nad kupieniem dla niej pierścionka, ale zrezygnował. Mogła sobie sama kupić, a przecież zaręczynowego jej nie da, bo po co? Tak rozmyślając wszedł do budynku i przeskakując po trzy schodki na raz, znalazł się na ostatnim piętrze.
Już miał nacisnąć klamkę, gdy usłyszał, że zza drzwi wydobywają się dźwięki „Tanga Roxanne”- jednej z ulubionych piosenek Anne. Uśmiechając się pod nosem, wszedł cichutko do mieszkania, powiesił płaszcz na wieszaku i ruszył korytarzem do pokoju dziewczyny. Uchylił drzwi i jego oczom ukazał się pocieszny widok- Anne tańczyła tango trzymając w rękach Achaję. Kotce ta zabawa najwyraźniej sprawiała wielką przyjemność, gdyż w tle muzyki dało się słyszeć głośne mruczenie. Przez chwilę obserwował tańczące „dziewczyny”.
-Odbijany?- zapytał, patrząc jak Anne odwraca się, lekko przestraszona.
-Achajko, wybaczysz nam...- powiedziała dziewczyna, po czym postawiwszy kotkę na fotelu, wyciągnęła rękę w kierunku Daniela.
Wampir podszedł do niej i już po chwili wirowali razem w tańcu, obserwowani jedynie przez rudą kotkę, patrzącą na nich przymrużonymi, zielonymi ślepiami...

Dwa dni później... 23 grudnia 2013
Ciepło bijące z kominka ogrzewało siedzących przed nim Daniela, Anne oraz Achaję, która zwinęła się w kłębek na kolanach dziewczyny; wszyscy byli w doskonałych humorach, mimo sypiącego za oknem śniegu, który zakrył niebo białą zasłoną. Anne- siedząc w swojej flanelowej piżamie- czytała książkę, popijając herbatę i zajadając pierniczki, co jakiś czas zerkając znad zapisanych drobnym maczkiem stron. W takich chwilach, gdy zapatrywała się niewidzącym wzrokiem w płomienie, Daniel bardzo wyraźnie słyszał jej myśli- gonitwę luźnych skojarzeń, które po chwili znikały, równie gwałtownie jak się pojawiły, a Anne wracała do przerwanej lektury z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Wampir ubóstwiał ją obserwować- jej ruchy, spojrzenia, sposób, w jaki głaszcze trzymanego na kolanach kota, jak się uśmiecha znad stronic książki, gdy w końcu zauważy natarczywe spojrzenie Daniela... Kochał w niej wszystko: je rude włosy, piękne zielone oczy, sylwetkę, mimikę, szalone i wredne poczucie humoru, żywą jak rtęć inteligencję, dotyk jej skóry, muśnięcie warg, gdy całowała jego policzek...
-Taaak...- zamruczał w myślach Daniel, patrząc spod przymkniętych powiek na swoją towarzyszkę. –Nie mogłem dokonać lepszego wyboru.
Jakby wiedząc, że o niej mowa, Anne podniosła na wampira jasne spojrzenie, by po chwili uśmiechnąć się do niego, najwyraźniej odgadując jego myśli. Daniel odwzajemnił uśmiech, po czym wstał i wolnym krokiem ruszył do kuchni, lecz w drzwiach odwrócił się jeszcze na moment i zerknął przez ramię: Anne siedziała zaczytana na fotelu i machinalnie głaskała wyprężony grzbiet Achaji. Uspokojony tym widokiem wszedł w mrok panujący na korytarzu, uprzednio zamknąwszy za sobą drzwi do pokoju.
Wszedł do kuchni, zapalił światło i nastawił czajnik, by zrobić dziewczynie „dolewkę” herbaty. Usiadł przy drewnianym stole z wyszorowanym do połysku blatem, wziął do ręki leżącą na stole gazetę i zaczął przerzucać strony w oczekiwaniu na charakterystyczny „klik”, oznaczający zagotowanie się wody.
Nie zdążył nawet doczytać artykułu pod- jakże znaczącym- tytułem „Wampiry w literaturze i filmie”, gdy w progu kuchni stanęła Anne. Ubrała się w rozciągnięty, czarny, zapinany na suwak sweter z długimi rękawami, czerwony top na ramiączkach i ciemne dżinsy, które ładnie podkreślały jej szczupłe nogi. Podeszła do Daniela, po czym przysiadła na brzegu stołu demonstracyjnie zakładając nogę na nogę.
-Co tam czytasz?- zapytała z zaciekawieniem, bawiąc się długim kosmykiem włosów.
-Wyjątkowo interesujący artykuł o „krwiopijcach”, który- wbrew naukowym wywodom, które zawiera- nic nowego do tematu wampiryzmu nie wnosi...- odparł Daniel, składając gazetę i sadzając sobie dziewczynę na kolanach.
-Czyli to co zwykle, nie?- usłyszał głos tuż koło swojego ucha, by po chwili poczuć jej usta na ramieniu. Sunęła nimi coraz wyżej- w górę szyi, po linii podbródka... Bawiła się z nim, całując każdy fragment jego twarzy omijając jednak usta. W końcu- lekko zniecierpliwiony- przyciągnął ją do siebie i złożył na jej wargach długi, namiętny pocałunek. Gdy oderwał od niej swoje usta, Anne westchnęła głęboko- tak jakby ten pocałunek pozbawił jej oddechu- po czym mruknęła:
-Hmm... No zobacz: taka mała rzecz a cieszy...- Daniel zobaczył figlarne błyski w jej oczach. Rzuciła mu wyzwanie, chociaż wiedziała, że wampir nigdy się go nie podejmie.
Jednak mimo wszystko była trochę zawiedziona, gdy Daniel nieznacznie pokręcił głową, dając jej do zrozumienia, że się nie zgadza. Odsunęła się od niego, by za moment przesiąść się na pobliskie krzesło i wlepić tępe spojrzenie w podłogę. Wampir chciał ją pocieszyć, ale wiedział, że nie znajdzie na to odpowiednich słów, a nie chciał jeszcze bardziej jej przygnębiać. Pamiętał, że lepiej jest w milczeniu przeczekać zły humor Anne niż na siłę ją pocieszać lub- co gorsze- próbować rozśmieszyć.
Zamiast tego pogrążył się w rozmyślaniach; starał się przypomnieć sobie ich pierwsze spotkanie, od którego to wszystko się zaczęło. Myślami cofnął się do 23 grudnia 2006 roku, kiedy to miasto nawiedziła wyjątkowo mroźna pogoda, a on wylądował w Publicznej Bibliotece nr 16 tuż przed jej wieczornym zamknięciem na okres Świąt...

Siedem lat wcześniej... 23 grudnia 2006
Otrzepując buty i zdejmując wełniany szalik, Daniel wszedł do wyłożonego ciemnym marmurem hollu biblioteki. W prawie nienaturalnej ciszy słychać było szelest przewracanych stron, dobiegający zza uchylonych drzwi po lewej stronie. Daniel powiesił swoje okrycie na wieszaku, po czym delikatnie otworzył drzwi i przekroczył próg głównego pomieszczenia, w którym ujrzał niezliczone rzędy półek z książkami, dużych stołów i siedzących przy nich ludzi. Mimo później pory w bibliotece panował dość duży tłok, ale- jak zauważył Daniel- dla każdego znalazło się miejsce.
Przechadzając się między zakurzonymi księgami i pożółkłymi dokumentami, Daniel przyglądał się ludziom siedzącym przy stołach: jedni byli tak zaczytani, że w ogóle nie zwracali uwagi na otoczenie; jakaś blondynka robiła notatki do pracy magisterskiej, a inni przeglądali stare gazety lub encyklopedie. Nagle usłyszał głośny huk, a będąc z natury ciekawskim, ruszył w kierunku hałasu, nie zwracając uwagi na oskarżycielskie spojrzenia czytających. Dwie alejki dalej zauważył w końcu źródło całego zamieszania- jakaś mała, ruda dziewczyna strąciła z półki grubą książkę i teraz schylała się po nią, trzymając w rękach kolejne tomiszcza. Zanim Daniel zdążył podbiec by jej pomóc, po sali rozszedł się kolejny huk.
-Może ci pomóc?- zapytał z rozbawieniem, patrząc jak dziewczyna klnie pod nosem i odgarnąwszy włosy, schyla się po upuszczone książki. Nie usłyszał odpowiedzi i już chciał odejść, gdy dobiegł go cichy, ale dźwięczny głos:
-A mógłbyś?-
-Jasne- odparł i odwzajemnił miły uśmiech, który powoli wypełzł na twarzy rudowłosej. Podszedł i klęknął koło niej, po czym zebrał woluminy, które leżały najbliżej niego i podał je dziewczynie. Zanim jednak ta zdążyła wyciągnąć po nie rękę, Daniel spojrzał na pierwszą z trzymanych książek. Jakież było jego zdumienie, gdy ujrzał jej tytuł... szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w okładkę. Po dłuższej chwili podniósł się z podłogi i wciąż trzymając tom w ręku, spojrzał ze bezbrzeżnym zdumieniem na dziewczynę.
-Czytasz „Wywiad z Wampirem”?- zapytał, próbując przezwyciężyć suchość, którą nagle poczuł w gardle. Rudowłosa parsknęła śmiechem, zbijając go z tropu, ale widząc jego zdziwienie powiedziała:
-Czy czytam? Znam ją na pamięć! To moja ukochana książka!-
Daniel spojrzał na resztę tytułów, które dziewczyna trzymała w ramionach i wszystkie wydały mu się dziwnie znajome: „Wampir Lestat”, „Królowa Potępionych”, „Wampir Armand”, „Pandora”, „Merrick” oraz „Opowieść o złodzieju ciał” i „Memnoch”, dwie ostatnie w języku angielskim. Nagle zdał sobie sprawę, że chciałby bliżej poznać tę interesującą istotkę.
-Wiem, że to głupio zabrzmi, ale chciałabyś może wybrać się ze mną na spacer?- powiedział Daniel, dziwiąc się samemu sobie. -Dlaczego ja to robię?- myślał, czując na sobie spojrzenie jej zielonych oczu. Dziewczyna miała zamiar się roześmiać, traktując jego propozycję jako żart, ale widząc, że nieznajomemu nie jest do śmiechu, rudowłosa zaczęła poważnie się zastanawiać; wampir swobodnie czytał w jej myślach. Nagle wydało mu się, że rudowłosa pomyślała jego imię, lecz gdy znów zajrzał w jej umysł, nie zauważył nic niepokojącego... –Może mi się tylko wydawało- pomyślał, po czym zapytał:
-I co? Zgadzasz się?-
-Chętnie...- odparła. -A mógłbyś mnie odprowadzić do domu? Niebezpiecznie jest się włóczyć po ulicach o tak późnej porze, zwłaszcza jak się ma 160 cm. wzrostu...- dodała uśmiechając się zalotnie i tak ciepło, że Daniel poczuł w brzuchu miłe łaskotanie.
-Daj te książki, poniosę je za Ciebie- zaofiarował się wampir, przyglądając się szczupłej sylwetce dziewczyny. Zauważył, że w zakłopotaniu odgarnęła włosy za ucho, nieświadomie odsłaniając przed nim swoją smukłą szyję... z trudem odwrócił wzrok od tętniących żył, widocznych pod bladą skórą.
-Nie trzeba... bibliotekarka mnie zna, wie, że zawsze wypożyczam to samo. Mogę je od razu włożyć do torby- powiedziała zmierzając w kierunku wyjścia. Zdjęła z wieszaka ciepły płaszcz z futrzanym kołnierzem, wepchnęła książki do niedużego plecaczka i stanąwszy przy drzwiach czekała, aż Daniel się ubierze, po czym razem wyszli na zaśnieżoną ulicę.
Wiatr ostro zacinał, kłując ich twarze igiełkami mroźnego śniegu, ale po kilku minutach udało im się znaleźć uliczkę, która chociaż trochę była osłonięta od wichury. Szli bardzo blisko siebie- bok przy boku- co jakiś czas zerkając na drugą osobę. Daniel przyglądał się rumianym policzkom dziewczyny, a ona z pewnym zdziwieniem patrzyła na bladą twarz nieznajomego.
-Daniel...- powiedział wampir, przerywając ciszę i odwracając głowę w kierunku rudowłosej, której szeroko otwarte ze zdumienia oczy były jeszcze bardziej zielone niż wcześniej.
-Że co?!- zapytała dziewczyna, nie bardzo rozumiejąc.
-Mam na imię Daniel- powtórzył mężczyzna, przyglądając się jej gęstym, czarnym rzęsom, na których osiadły płatki śniegu.
-Och! Ja jestem... No cóż... Jestem Anne- zawahała się dziewczyna, ale Daniel wiedział, że mówiła prawdę- od razu by się zorientował gdyby chociaż spróbowała skłamać. Między nimi znów zapadła cisza, która mimo swej uporczywości nie była niezręczna- dawała dziwne poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Śnieg wirował coraz gęściej, odgradzając ich od świata zewnętrznego. Na szczęście wampir dokładnie wiedział gdzie się znajdowali; pamiętał też, że za kilka minut będą przechodzić koło małego, ślepego zaułka idealnie nadającego się na... posiłek...
-Naprawdę wierzysz w te bzdury?- zapytał Daniel, wracając myślami do książek, jakie teraz leżały na dnie plecaka dziewczyny.
-Bzdury? To nie są bzdury!- oburzyła się Anne, wpatrując się w niego oskarżycielskim spojrzeniem. –To prawda! Wampiry istnieją!- dodała po chwili odrzucając z twarzy kosmyk włosów, który wysunął się spod beżowo kaszkietu.
-Tia... Jasne! Wampiry? Masz na myśli blade, szczupłe, żywiące się krwią stworzenia nocy, o szklanych paznokciach, hipnotyzującym spojrzeniu i kojącym głosie- zjawiskowo piękne i wyjątkowo niebezpieczne?- mówił Daniel, obserwując jak na twarz dziewczyny powoli wypełza rumieniec wstydu.- Równie dobrze możesz mi wmawiać, że zza rogu wyskoczy na nas wilkołak, a bibliotekarka to strzyga w przebraniu...- śmiał się wampir.
-Wampiry naprawdę istnieją!- upierała się dziewczyna.- Tylko ludzie nie zdają sobie sprawy z ich istnienia...- stwierdziła, tym razem z mniejszym przekonaniem. Nagle- bez żadnego konkretnego powodu- zaczęła się dokładniej przyglądać idącemu koło niej mężczyźnie. Daniel odbierał od niej coraz bardziej niepokojące myśli, więc niepostrzeżenie przyspieszył kroku, zmniejszając odległość dzielącą ich od ciemnego zaułka. Dziewczyna znów milczała, lecz na jej twarzy nie gościł już ciepły uśmiech- rysy jej stwardniały, a skupione spojrzenie wbite w zaśnieżony chodnik, świadczyło o głębokim zamyśleniu.
Daniel skręcił w znajomą uliczkę i delikatnie wpływając na umysł dziewczyny, uśpił jej wrodzoną czujność. Szedł coraz szybciej, a jego myśli krążyły niespokojnie- wciąż zastanawiał się czy dobrze robi... Dziewczyna była miła, ładna, inteligentna i- co najważniejsze- „wtajemniczona” w „te sprawy”... Poza tym była jedyną osobą, jaką Daniel znał, która nie miała nic przeciwko jego towarzystwu; większość ludzi intuicyjnie wyczuwała wampira jako dominującego drapieżnika i unikała z nim kontaktów... Anne była inna- może warto by się dowiedzieć o niej czegoś więcej?- rozmyślał Daniel, nie zwracając uwagi na to, co się wokół niego dzieje.
Dopiero słaby krzyk dziewczyny, sprawił, że wampir ocknął się i zdał sobie sprawę, że instynkt wziął nad nim górę- trzymał Anne w ramionach, a jego kły zatrzymały się zaledwie kilka milimetrów od jej pulsującej szyi...

23 grudnia 2013
Ciche mruczenie Achaji wyrwało Daniela z letargu- schylił się i delikatnie pogładził wygięty grzbiet kotki, która w przypływie miłości ocierała się swoim jasnym futerkiem o jego czarne spodnie. Wampir rozejrzał się po rzęsiście oświetlonej kuchni, ale nigdzie nie zauważył Anne. Dopiero po chwili doszły go odgłosy dobiegające z łazienki i dźwięki jakiejś nieskomplikowanej muzyki pop, świadczące o tym, iż Anne bierze kąpiel.
-Co się stało kotku?- zapytał się Daniel, gdy Achaja spojrzała na niego z wyrzutem i zamiauczała rozdzierająco. –Pańciusia cię nie wpuściła do łazienki? To nieładnie z jej strony...- mówił dalej, a kotka uśmiechnęła się do niego oczami, jak gdyby rozumiejąc jego słowa. Daniel wstał powoli z krzesła, przeciągnął się głośno, po czym ruszył do sypialni dziewczyny. Postanowił poczytać jakąś ciekawą książkę, ale gdy wszedł do pokoju zauważył leżący na stoliku zeszyt, w którym Anne pisała swoje wiersze. Upewniwszy się, że łazienka jeszcze przez dłuższy czas będzie okupowana, wziął go do ręki i- usiadłszy znów przy stole w kuchni- zaczął czytać...

„Czarne chmury
zakryły
ślady Twoich stóp
na dywanie,
Słońce
rozbłysło
pocałunkiem wśród listów
z moich marzeń,
Deszcz
łzami
rozmazał Twoje oczy
na szkle,
Grzmot
rozdarł
nocne niebo krzykiem
samotnych serc

Śnię o Tobie...”

Zamknął ostrożnie zeszyt, położył go na stole i znów zagłębił się w swoich rozmyślaniach, które powróciły do niego jak fala przypływu...

23 grudnia 2006
Chwila zwłoki, na jaką sobie pozwolił, była błędem... Dziewczyna mimo oszołomienia, zdołała się wyrwać z jego uścisku i odsunąć na odległość kilku metrów, dopóki jej plecy nie dotknęły muru zamykającego wylot uliczki. Na jej szyi widniało długie draśnięcie, a krew cieniutką strużką spływała za kolorowym szalik, barwiąc go na czerwono. Dziewczyna podniosła rękę i ze zdziwieniem wymacała małą rankę, jednocześnie uważnie obserwując każdy ruch wampira. Lecz ten stał w miejscu i przyglądał jej się z zaciekawieniem, tak jakby czekał na to, co się stanie...
-Czemu tego nie zrobiłeś?- zapytała cicho Anne, przykładając do ranki chusteczkę wyciągniętą z kieszeni. Jej piersi unosiły się w rytm szybkich oddechów, ale widząc, że Daniel na razie nie ma zamiaru jej ponownie zaatakować, uspokoiła się trochę. Wampir nie musiał czytać w jej umyśle- od razu domyślił się, czemu zadała to pytanie. Jeśli dziewczyna rzeczywiście przeczytała te wszystkie książki, musiała wiedzieć, że żaden wampir nie odpuści raz upatrzonej zdobyczy. Zawsze albo zabijał ofiarę, wypijając jej krew albo „związywał” się z nią i czynił swoim sługą. Daniel spodziewał się, że druga możliwość nie wchodzi w rachubę- zdążył już zauważyć, że Anne jest zadziwiająco uparta i nigdy by się nie zdecydowała na słuchanie czyichś rozkazów. Bardzo nie chciał tego robić, ale nie miał innego wyboru...
Bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na stojącą nieopodal dziewczynę, wyciągając ręce w kierunku jej szyi. Jakie było jego zdziwienie, kiedy jego dłonie napotkały tylko na twardy mur. W mroźnym, wieczornym powietrzu rozszedł się nieprzyjemny chrupot łamanych kości, któremu towarzyszył głośny okrzyk bólu.
Nagle- nie wiedzieć skąd- tuż obok wampira pojawiła się Anne. W pełnym pędzie wpadła na Daniela, walnęła go z całej siły w biodro, wytrącając z równowagi. Upadając, wampir zdążył jednak złapać dziewczynę za rękę i pociągnąć ją na siebie. Zderzenie z ziemią sprawiło, że Anne odturlała się na bok, pechowo uderzając w stojące pod ścianą kosze na śmieci. Gdy udało jej się w końcu wstać, Daniel był już przy niej- stanął za jej plecami i mocno oplótł ramionami, tak by nie mogła się ruszyć. Nie zauważył jednak, że przy upadku dziewczyna wyciągnęła z cholewy wysokiego buta srebrny sztylet. Zanim zdążył zareagować, leżał na ziemi, a Anne siedziała na jego klatce piersiowej. Chciał ją odepchnąć, ale dopiero, gdy próbował się poruszyć, poczuł, że chłodny metal klingi dotyka jego szyi, bezbłędnie celując w główną arterię.
Spojrzał na twarz dziewczyny i- niezmiernie zdziwiony- odczytał jej myśli. Nie było w niej żądzy mordu ani chęci zemsty... była spokojna, zdecydowana i opanowana. Patrzyła na niego z góry i oboje wiedzieli, że gdyby próbował się wyrwać, rozharatałaby mu gardło. Zamiast tego delikatnie, ale mocno wbiła sztylet i przeciągnęła ostrzem aż do obojczyka, zostawiając na szyi wampira płytką i cienką rankę, z której natychmiast pociekł lśniący karminowy wężyk.
-Teraz jesteśmy kwita...- powiedziała Anne, po czym ostrożnie oblizała sztylet, wprawiając Daniela w jeszcze większe zdumienie.
Dziewczyna wciąż na nim siedziała, ale jej nacisk zelżał nieco- wampir czuł, że gdyby tylko chciał mógłby wstać. Ale nie chciał wstawać... Leżał na zamarzniętej ziemi, wpatrując się intensywnym spojrzeniem w zielone latarenki, wiszące nad jego twarzą, w zaróżowione z emocji policzki i czerwone wargi, na których wciąż widać było ślady jego krwi. Po chwili Anne pochyliła się nad nim, po czym zbliżyła usta do jego ucha i szepnęła:
-I co teraz zrobimy? Zraniłam Cię, przelałam twoją krew, więc według waszego prawa... należę do Ciebie...
Wymówiła te słowa z dziwnym zadowoleniem i dopiero wtedy Daniel zrozumiał wszystko... Jaki był głupi! Wydawało mu się, że to on na nią polował, a było dokładnie na odwrót: to ona upolowała jego...
Roześmiał się głośno na tę myśl, wprawiając dziewczynę w lekkie zakłopotanie, ale ona również po chwili się roześmiała, obdarzając go ciepłym uśmiechem; nagle oczy Daniela znalazły się tuż przed jej twarzą.
-Należysz do mnie? Hmm... To ciekawe...- powiedział wampir, po czym przyciągnął Anne do siebie i złożył na jej ustach długi, namiętny pocałunek. Śnieg wirował wokoło, otulając ich i cały krajobraz chłodnym, migotliwym blaskiem.
Powoli zbliżał się wieczór wigilijny

23 grudnia 2013
-To nie ładnie brać cudze rzeczy bez pytania- powiedział cichy głos nad uchem Daniela, który o mało co nie spadł z krzesła. Dopiero po chwili- dzięki kilku głębszym wdechom- udało mu się uspokoić i zogniskować wzrok na sylwetce stojącej obok niego dziewczyny. Ostrożnie odłożył zeszyt na stół, po czym spojrzał na nią z miną niewiniątka, robiąc wielkie oczy a’la „jelonek Bambi”.
Po kąpieli Anne zarzuciła na siebie jedwabny, biały szlafroczek, spod którego wyłaniały się smukłe nogi, „obute” w ciepłe kapcie w kształcie myszek; w powietrzu rozchodził się zapach cynamonu, wanilii i- nie wiedzieć czemu- popcornu, który wychwytywał czuły nos wampira. Uśmiechając się lubieżnie, Daniel skinął na Anne ręką, po czym wskazał jej krzesło koło siebie. Jednak zamiast usiąść we wskazanym miejscu, rudowłosa podeszła do niego i usiadła mu na kolanach, ostentacyjnie szeroko rozsuwając nogi. Wampir spojrzał na nią, próbując w jej spojrzeniu dostrzec ten sam prowokacyjny błysk, który zwykle pojawiał się w takich sytuacjach... Ale zamiast tego ujrzał coś czego nigdy nie spodziewał się zobaczyć: spojrzenie pełne namiętnej, szczerej i trwałej miłości. Nie musiał nawet czytać w jej myślach- wystarczyło popatrzeć na to w jaki sposób go obejmuje, jak spogląda na niego, jak pochyla się by pocałować jego zimne- o tak wczesnej porze- usta. Daniel nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę- do tej pory przyjmowali swoją wzajemną miłość jako coś oczywistego, coś co im się należy bez względu na wszystko. Teraz nareszcie doczekał się odpowiedzi na swoje wcześniejsze wyznania. Nie ważne, że Anne nie wypowiedziała tych słów na głos, że nawet ich nie pomyślała... Ważne było, że tak czuje...
Siedzieli długo przy stole w kuchni, nie robiąc zupełnie nic, tylko patrząc na siebie wzajemnie. Co jakiś czas Anne wtulała głowę w ramię Daniela lub delikatnie całowała jego usta, a on w tym czasie głaskał jej szczupłe plecy, szepcząc do ucha słodkie, ale nieprawdziwe komplementy.
Wskazówki zegara w holu zaczęły wybijać w pół do 12:00, gdy Anne, jako pierwsza wyrwała się ze swoich rozmyślań. Westchnęła głęboko, po czym ześlizgnęła się z kolan wampira, który nadal z zamyśloną miną gapił się w ścianę- jego fiołkowe oczy szybko przesuwały się po smugach farby, które jakiś niewprawny malarz zostawił po sobie. Dziewczyna zerknęła na niego, po czym z uśmiechem rozbawienia na ustach zaczęła robić sobie herbatę. Po kilku minutach znów siedziała naprzeciwko Daniela, z parującym kubkiem w dłoni.
-Zobacz... ściana się na ciebie gapi- zażartowała Anne, próbując jakoś rozśmieszyć swojego towarzysza- wiedziała, że po takich długich rozmyślaniach miał tendencję do wpadania w melancholijny humor. A dzisiaj- jako, że była ich rocznica- nie był dobry dzień na rozpamiętywanie dawnych niepowodzeń...
-Co?- zapytał przytomnie Daniel, patrząc rozkojarzonym wzrokiem na Anne, która nie wiedzieć czemu chichrała się z czegoś w najlepsze.
-Nic... tylko miałeś taką strasznie głupią minę...- wydusiła z trudem Anne, po czym znów zaniosła się histerycznym śmiechem. Wampir wiedział, że dziewczyna zaraz się uspokoi... i rzeczywiście, po chwili Anne zakrztusiła się herbatą. Dłuższy moment zajęło jej złapanie oddechu, ale wtedy nie było jej już tak wesoło; mimo tego wciąż miała na twarzy uśmiech, na widok którego Daniel wybuchnął serdecznym śmiechem. Wstał z krzesła i podszedł do dziewczyny, po czym przytulił ją mocno i wycisnął na jej policzku głośny pocałunek.
-Wiesz co?- zapytał, mrugając porozumiewawczo do dziewczyny.
-Nie wiem... Przecież to ty jesteś tutaj od czytania w myślach...- odparła Anne, odwzajemniając jego niedźwiedzi uścisk, który boleśnie zgniótł jej żebra.
-Kocham Cię...- szepnął Daniel, robiąc pod koniec zdania pauzę na efekt.
-Nie? Serio...?- powiedziała dziewczyna, po swojemu uśmiechając się łobuzersko i zawzięcie mrugając gęstymi rzęsami. Wampir znów się roześmiał.
-Serio serio...- odpowiedział jej znanym filmowym cytatem, również uśmiechając się w najbardziej wredny sposób, na jaki było go stać.
Po chwili wampir usiadł z powrotem na swoje miejsce i znów zaczął się przypatrywać siedzącej naprzeciwko dziewczynie. Jego myśli coraz silniej krążyły wokół jednego tematu: „co ja jej dam z okazji rocznicy?”. Pierwszy raz się zdarzyło, że Daniel nie miał żadnego- nawet najmniejszego pomysłu- na prezent. Zawsze udawało mu się coś znaleźć, wymyślić lub na coś „wpaść”- albo jakiś piękny drobiazg albo wyjazd na egzotyczną podróż... Coraz bardziej gryzło go sumienie, że tym razem będzie inaczej. Obiecali sobie, że prezenty z okazji siódmej rocznicy będą wyjątkowe, a tu taka kompromitacja. Oczyma wyobraźni już widział, jaka Anne będzie zawiedziona kiedy się dowie, że nic nie dostanie... Starał się rozważać inny temat, ale jego podświadomość (a może świadomość) uporczywie wracała do tej jednej myśli.
Anne już wypiła całą herbatę i właśnie wstała z krzesła; podeszła do wampira i opierając się jedną ręką o stół, drugą podniosła jego twarz- tak by patrzył prosto na nią- i pocałowała go namiętnie. On wplątał palce w jej długie włosy, by po chwili odsunąć się od niej na niewielką odległość i wpatrzeć w intensywnie zielone oczy, które wisiały tuż nad nim.
-A teraz masz tu grzecznie czekać, aż do wybicia 12:00, zrozumiałeś?- zapytała Anne przyglądając się fiołkowym oczom Daniela, które na te słowa rozszerzyły się z ciekawości.
-Zrozumiałem... Ale czemu, kruszynko każesz mi tak długo czekać? Jest dopiero- tu spojrzał na zegar- 11:45.
-Potrzebuję trochę czasu żeby przygotować twój prezent, głuptasie!- odparła Anne, po czym ruszyła w kierunku swojego pokoju. Daniel słyszał jak zamknęła za sobą drzwi, chociaż oboje wiedzieli, że to nic nie da- wampir w każdej chwili mógł zobaczyć co robi, wchodząc do jej umysłu. Ale jak zwykle postanowił tego nie robić.
I możliwe, że właśnie to było błędem...

* * * * *

Stary zegar wybijający właśnie północ oznajmił Danielowi, że może już zrzucić mruczącą Achaję ze swoich kolan, zwlec się z kuchennego krzesła i udać się do sypialni Anne.
W domu panowała niczym nie zmącona cisza, którą przerywało tylko wściekłe prychanie obrażonej kotki. Mimo wszystko zwierzak podążył za wampirem, który powoli ruszył w kierunku drzwi pomalowanych na ciemnowiśniowy kolor. Daniel położył rękę na klamce i nacisnął lekko. Jakie było jego zdumienie kiedy drzwi stawiły mu opór, nie dając się otworzyć. Zdziwił się- trochę nie logiczne było zamknięcie drzwi, kiedy chciało się by ktoś wszedł do środka.
Stał pod drzwiami, myśląc intensywnie kiedy nagle usłyszał najdziwniejszy dźwięk jaki w jego długim życiu zdarzyło mu się słyszeć. Achaja siedziała na wykładzinie koło jego nóg i miauczała... Ale to nie było zwykle miauczenie- to był płacz, zawodzenie, histeria a jednocześnie krzyk bólu. Poważnie zaniepokojony Daniel uderzył z całej siły w drzwi, ale jakiś fachowiec świetnie wykonał swoją robotę- solidne drewno wytrzymało napór. Wampir wziął większy rozbieg i tym razem całym ciałem rzucił się na skrzydło tuż przy framudze.
Głośny trzask łamanych desek po chwili ustąpił głuchemu łupnięciu wyrwanych z zawiasów drzwi o podłogę. Daniel wparował do środka- w pokoju było bardzo duszno i gorąco, bo wszystkie okna było szczelnie zamknięte, a w kominku płonął ogień. Achaja wyminęła wampira i zaczęła intensywnie węszyć po całym pomieszczeniu. Daniel też pociągnął nosem- powietrze było przesiąknięte jakimś ciężkim, ale jednocześnie ostrym zapachem, który wwiercał się w nozdrza. Dopiero gdy poczuł na podniebieniu gorzki smak miedzi zdał sobie sprawę, że zna ten smak i ten zapach... To była krew...
Achaja nagle coś poczuła, bo z szybkością godną geparda wskoczyła na łóżko Anne. Daniel również ruszył w tym kierunku, zbliżając się powoli do jednej z kolumienek podtrzymujących baldachim, bojąc się tego, co może zobaczyć. Po chwili ujrzał widok, który wielkie razy dręczył jego myśli na jawie: wśród śnieżnobiałej pościeli leżała Anne... Miała zamknięte oczy, a jej rude loki rozsypały się na poduszce, tworząc wokół głowy płomienistą aureolę; wyglądała jakby spała... Tylko jeden szczegół mógł zniszczyć ten sielski obrazek: czerwone plamy krwi na prześcieradle i dwie podłużne szramy widoczne na nadgarstkach dziewczyny.
Daniel z głośnym jękiem rzucił się na łóżku i wziąwszy Anne w ramiona przemawiał do niej cicho:
-Kruszynko... kochanie, obudź się!
Ale dziewczyna nie dawała znaków życia; tylko bardzo nikłe, słabnące bicie serca, mówiło Danielowi, że jej czas coraz szybciej dobiega końca. W przypływie niemocy i ślepej furii, wampir złapał stojącą w pobliżu lampę i cisnął ją na drugi koniec pokoju- szkło rozprysło się we wszystkich kierunkach. Nagle jego spojrzenie padło na ozdobną kopertę, którą przez przypadek strącił na podłogę. Niechętnie puścił zimną rękę Anne i ostrożnie podniósł kawałek papieru- jego serce zabiło mocniej gdy ujrzał na nim swoje imię, wypisane charakterystycznym, stylizowanym pismem, które tak dobrze znał.
Drżącymi rękoma rozdarł węższy brzeg koperty i wyciągnął ze środka pojedynczą białą kartkę, po czym rozłożył ją i zaczął czytać...
„ Kochany!
Wiem co sobie o mnie pomyślisz i wiedz, że nie masz racji: ani nie miałam dość swego życia, ani nie chciałam Cię uwolnić od siebie. Gdybym zrobiła to co zrobiłam z jednego z tych powodów, mógłbyś powiedzieć, że byłam tchórzem lub, że bardziej mi zależało na Tobie niż na moim własnym żywocie... Ale ja zrobiłam coś o wiele gorszego i bardziej samolubnego...
Przez długi czas myślałam, że nigdy nie uda mi się Ciebie namówić byś dał mi swoją krew. Próbowałam prośbą, groźbą i skutek zawsze był taki sam. Teraz to już nie moje zmartwienie: Ty musisz zadecydować czy pozwolić mi odejść czy raczej przywrócić do życia... I to jest mój prezent dla Ciebie- możliwość podjęcia decyzji...
Domyślam się, że w tym roku nie miałeś dla mnie podarunku z okazji rocznicy? Twoje częste zamyślenie i smutna mina utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Ten problem też rozwiązałam za Ciebie- Twoim darem dla mnie będzie Twoja decyzja... Zarówno śmierć jak i nieśmiertelność będą najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek mógłbyś mi sprawić...
A więc, kochany: szczęśliwej rocznicy i- miejmy nadzieję- do zobaczenia po drugiej stronie...
Pamiętaj, że zawsze będę o Tobie dobrze myśleć, bez względu na wszystko...

Kocham Cię, Twoja Anne”

Krwawe krople łez spadły na pożegnalny list, zamazując ostatnie słowa. Daniel wyjął z kieszeni chustkę i wytarł kartkę, dopiero później ocierając swoją twarz, na której wciąż widać było dwie czerwone smugi.
Wampir spojrzał na dziewczynę i mimo, że bardzo chciał odwrócić wzrok, patrzył jak zahipnotyzowany na jej prawie białą twarz, dopóki nie usłyszał ostatniego trzepotu jej serca. Przez jego myśli zaczął przewijać się ciąg obrazów i wspomnień, które spowodowały nową falę smutku. Nagle Daniel zerwał się na równe nogi i z obłędem w oczach nachylił się nad martwym ciałem Anne. Już po chwili na jej nieruchome usta zaczęły padać krople krwi, a Daniel wciąż powtarzał na głoś jedno zdanie:
-Nie możesz mi tego zrobić- nie możesz mnie tu zostawić samego...
Z nie gasnącym uporem przyglądał się przymkniętym powiekom dziewczyny, ale nic się nie działo. Już miał zrezygnować kiedy nagle usłyszał ciche westchnienie i zobaczył jak zza gęstych rzęs wyłaniają się ogromne, zielone oczy.
Anne nie poruszała się... Nie przyciągnęła do siebie krwawiącej ręki, tylko wciąż piła i piła, patrząc się z jakąś dziwną determinacją w fiołkowe oczy Daniela. Dopiero po kilku dłuższych chwilach westchnęła głośno i z zadziwiającą siłą odepchnęła mężczyznę od siebie- jej twarz wykrzywił grymas bólu, ale zza zaciśniętych warg nie wydostał się ani jeden dźwięk. Wampir w milczeniu usiadł na fotelu koło kominka i z pewnym zainteresowaniem obserwował dziewczynę: tylko szybki oddech i dziwne zesztywnienie ciała mówiło mu, że Anne właśnie przechodzi przemianę... Zamknął oczy i wsłuchał się w cichnące bicie jej serca, które- jak wiedział- już nigdy nie miało zabić ponownie...
W sypialni znów zapanowała cisza, lecz tym razem nie było w niej nic niepokojącego; mimo wszystko Daniel otworzył oczy i upewnił się, że Anne jest bezpieczna. Dziewczyna właśnie siedziała na łóżku i z uśmiechem na ustach przyglądała się swojej białej skórze i szklanym paznokciom. Dotknęła jedną ręką włosów, które w wyniku przemiany kręciły się jeszcze bardziej, podczas gdy druga dłoń błądziła w okolicy warg, próbując wyczuć wydłużone kły. Daniel z rosnącym zaciekawieniem przyglądał się jak Anne wstaje, przeciąga się iście po kociemu, po czym zwiewnym, bezszelestnym krokiem podchodzi do jego fotela i siada mu okrakiem na kolanach. Spojrzał w jej zielone oczy drapieżnika i ujrzał w nich bezgraniczną miłość, która płynęła do niego falami, rozgrzewając jego chłodne serce.
Żadne z nich się nie odezwało przez bardzo długi czas: Daniel obserwował jak Anne- dzięki wyostrzonym zmysłom- odkrywa coraz więcej szczegółów, na które nigdy wcześniej nie zwracała uwagi... Nagle wampira uderzyła jedna, bardzo niepokojąca myśl: a co jeśli ona mnie zostawi? Nie chciał wypowiadać tego na głos, ale żeby przerwać ciszę zapytał:
-Czy myślisz, że będziemy szczęśliwi, tak jak to opisują w bajkach?
Dziewczyna spojrzała na niego i zamyśliła się głęboko; Daniel chciał zajrzeć w jej umysł, ale nagle zdał sobie sprawę, że to niemożliwe- po przemianie nie mogli słyszeć swoich myśli... Innych wampirów tak, ale nie swoich...
Ale gdy zerknął na twarz Anne wiedział, że czytanie w myślach nie będzie potrzebne, że zawsze będą sobie mówili prawdę. Z niecierpliwością czekał na jej odpowiedź mimo, że spodziewał się jaka ona będzie... I wreszcie się doczekał...
-Wiesz co?- zapytała Anne- Myślę, że będziemy znacznie szczęśliwsi, niż przewidują bajki...



KONIEC






o c e ń     u t w ó r

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać utwory.

s t a t y s t y k a

śr. ocen : 5.33
il. ocen : 3
il. odsłon : 4272
il. komentarzy : 1
linii : 345
słów : 15113
znaków : 80760
data dodania : 2006-03-10

k o m e n t a r z e

    a u t o r : marta_tarasiuk
    d a t a : 2006-04-19

...


... (Brak mi słów)...

strona 1 z 1
strona : 1  

d o d a j    k o m e n t a r z

Niestety, tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.



p o l e c a m y

o    s e r w i s i e